dla wszystkich fanatyków sportu i nie tylko.....
piątek, 17 lutego 2017
PŚ Pjongczang 2017: Jak zawieje to tak będzie, czyli przedolimpijska próba Polaków.

Kolejne dwa konkursy PŚ w skokach narciarskich za nami. Tym razem skoczkowie wystąpili w próbie przedolimpijskiej w koreańskim Pjongczang. Wrażenia samych zawodników, ale i kibiców są z pewnością mocno mieszane, ale głównie pozytywne.

Zacznijmy od pierwszego konkursu na dużej skoczni (HS-140). Już od początku rywalizacji na obiekcie Alpensia Jumping Park wiatr dawał się we znaki wszystkim zawodnikom. Skoczkowie narzekali, że przeliczniki za siłę wiatru w ogóle nie oddają rzeczywistości. Po I serii sporą przewagę nad resztą stawki wypracował sobie Austriak Stefan Kraft (1 miejsce po skoku na odległość 138 metrów) oraz Niemiec Andreas Wellinger (2 pozycja po locie na 136 metr). Za ich plecami plasował się Norweg Daniel Andre Tande (132,5 metra) oraz Kamil Stoch. Lider PŚ spóźnił skok, ale skakał w naprawdę trudnych warunkach, przy dodatkowo obniżonej belce startowej. Dość mizerna odległość jaką było 126,5 metra, przy uzyskanych kompensatach, dawała Polakowi 4 miejsce. W finałowej rundzie wiatr dalej płatał figla skoczkom, co chwila zmieniając swój kierunek. Trzeba przyznać, że zawody miały dość loteryjny charakter, ale kto znajduje się w naprawdę dobrej formie jest w stanie się obronić. W swoim drugim skoku atak na podium przypuścił Kamil Stoch - 134 metry dały Polakowi ostatecznie 3 miejsce. Daniel Andre Tande uzyskał słabszą odległość (126,5 metra) i musiał zadowolić się 6 miejscem. Wellinger i Kraft byli już nie do dogonienia. Wspomniani zawodnicy uzyskali odpowiednio 136 i 137,5 metra. Z Biało-czerwonych oprócz Kamila dobrze spisał się Maciej Kot zajmując 7 miejsce. Pozostali Polacy punktowali, ale nie zachwycili - Dawid Kubacki był 19, Piotr Żyła 27, a Jan Ziobro 30. Drugi konkurs z powodu silnego wiatru został przeniesiony na skocznię normalną. Tak oto, chcąc nie chcąc, zawodnicy przetestowali obie areny przyszłorocznych IO w Pjongczang. Druga próba przedolimpijska odbywała się w jeszcze gorszych warunkach pogodowych. Wiatr nie dość, że "kręcił" niemiłosiernie to na dodatek jego siła była skrajnie różna. Złe losy w tej loterii wyciągnęli również Polacy - Jan Ziobro skoczył tylko 92 metry i nie zakwalifikował się do II serii. Ofiarą wiatru padł również Kamil Stoch, choć warto dodać, że lider PŚ znów spóźnił swój skok, a na dodatek miał spore problemy w locie. Polak po I serii był dopiero na 18 miejscu. Szczęścia nie miał również Andreas Wellinger. Niemiec po skoku na 99 metr plasował się dopiero na 15 lokacie. W czołówce mieliśmy za to Macieja Kota (4 miejsce po skoku na 108,5 metra). Przed Polakiem znajdował się tylko Stefan Kraft, Daniel Andre Tande oraz Słoweniec Peter Prevc. Finałowa runda przyniosła rehabilitację Stocha i Wellingera. Obaj skoczyli bardzo daleko - 107,5 oraz 112 metrów. Kamilowi dało to awans na 6 miejsce, a Niemcowi miejsce na podium! Nie zawiódł Maciej Kot - 110,5 metra okazało się odległością nie do pobicia dla prowadzącej trójki zawodników. Ostatecznie tylko Kraftowi udało się stanąć na podium. Austriak zajął 2 lokatę i znacznie zbliżył się w klasyfikacji generalnej PŚ do Kamila Stocha. Kraft traci do Polaka już tylko 60 punktów. Tande, czyli trzeci zawodnik klasyfikacji generalnej PŚ, traci do Stocha 161 punktów. Walka o Kryształową Kulę będzie zatem zacięta do ostatniego konkursu. Do końca cyklu pozostało jeszcze 6 startów indywidualnych. Dla Macieja Kota wyprawa do Azji okazała się niezwykle owocna - 1, 4, 7 i 1 miejsce pokazują, że triumfator LGP dołącza do grona faworytów MŚ. Jak dla mnie żelazną trójką faworytów są w tej chwili Kraft, Wellinger oraz Stoch. Nieprzypadkowo wymieniam ich właśnie w takiej kolejności. Niestety forma Kamila zaczyna falować i dobre skoki przeplata tymi słabszymi. Miejmy nadzieję, że starczy czasu na ustabilizowanie dyspozycji naszego mistrza. Z drugiego szeregu pozycje medalowe atakować będą z pewnością Kot, Tande oraz Peter Prevc. Jeśli na podium w Lahti pojawi się jakieś inne nazwisko, spoza wymienionej grupy, będzie to z pewnością duża niespodzianka. Wracając do konkursu na skoczni normalnej - bardzo dobry występ zanotował Dawid Kubacki zajmując 8 lokatę. Punkty PŚ zdobył jeszcze Piotr Żyła (18), ale w jego przypadku wyprawa do Azji raczej obnażyła spadek formy. Bądźmy jednak dobrej myśli. Już 25 lutego pierwszy konkurs MŚ w Lahti na skoczni normalnej. Trzymajmy zatem mocno kciuki za naszych reprezentantów!


Wyniki 1 konkursu:

1. Stefan Kraft (Austria) 293,5 pkt

2. Andreas Wellinger (Niemcy) 279,8

3. Kamil Stoch (Polska) 268,2

 



 

Wyniki 2 konkursu:

1. Maciej Kot (Polska) 256,2 pkt

2. Stefan Kraft (Austria) 252,2

3. Andreas Wellinger (Niemcy) 240,8

 




00:39, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 lutego 2017
PŚ Sapporo 2017: Kot i Stoch najlepsi w Japonii!!!

Dwa konkursy PŚ rozegrane na skoczni Okurayama i dwa zwycięstwa Polaków!!! To był bardzo dziwny weekend w skokach narciarskich, a wszystko za sprawą specyfiki skoczni znajdującej się w Sapporo.

Pogoda w Sapporo zawsze płatała figla - a to obfite opady śniegu, a to wiatr, który kręci i przeszkadza skoczkom niemiłosiernie. Nie inaczej było i tym razem. Najlepszym dowodem na to niech będzie postawa Kamila Stocha, który w pierwszym konkursie wylądował dopiero na 18 miejscu. Po I serii lider PŚ zajmował 10 lokatę, ale w finałowej próbie musiał wręcz ratować się przed upadkiem. Szczerze mówiąc bardzo się bałem o to jakie następstwa będzie miało to wydarzenie, ale na szczęście już niecałe 24 godziny później Kamil udowodnił, że formy nie stracił. Pięknie w sobotę latał za to Maciej Kot - 6 miejsce z Oberstdorfu ewidentnie podbudowało Polaka, który w I serii skoczył 139 metrów i prowadzenia nie oddał już do końca kolejki. W II serii Maćka zaatakował Peter Prevc - Słoweniec, który w pierwszej próbie uzyskał 143 metry przy "huraganie" pod narty, tym razem skoczył 134 metry w mniej korzystnych warunkach. Kot poleciał na 138 metr, ale do końca musiał czekać na wynik, ponieważ odjęto mu sporo punktów za mocny wiatr pod narty. Ostatecznie Kot i Prevc zostali sklasyfikowani ex-aequo na 1 miejscu! Dla Słoweńca było to już 22 zwycięstwo w karierze (4 razy wygrywał na Okurayamie!), a dla Polaka premierowy triumf. W tym miejscu warto pochwalić Petera, który oddał puchar za zwycięstwo w ręce Maćka. Takie gesty na pewno zostaną przez nas zapamiętane. Brawo Peter! Skład podium uzupełnił Austriak Stefan Kraft notujący fantastyczną passę miejsc na podium PŚ (5 razy z rzędu w swoich występach - Austriak nie startował w Zakopanem). Bardzo dobrze spisał się Jan Ziobro zajmując 9 lokatę oraz Piotr Żyła, który uplasował się "oczko" niżej. Punkty PŚ zdobył jeszcze Dawid Kubacki (24). W konkursie niedzielnym wiatr kręcił jeszcze mocniej, a jego ofiarą było kilku znanych skoczków - m.in. Japończyk Noriaki Kasai, czy też Słoweniec Jurij Tepes. Niestety ofiarą wiatru padli również Polacy. Dawid Kubacki, Jan Ziobro oraz Stefan Hula nie zakwalifikowali się do II serii. Po skokach I rundy na prowadzeniu znajdował się Andreas Wellinger (140,5 metra), który dzień wcześniej zajął 4 miejsce. Za Niemcem plasowali się nasi dwaj bohaterowie - odrodzony Kamil Stoch (137,5 metra) oraz Maciej Kot (133 metry). Triumfator z soboty w kwalifikacjach do niedzielnego konkursu pobił rekord skoczni uzyskując 144 metry. Długo jednak się nim nie nacieszył, ponieważ Stefan Kraft w II serii uzyskał identyczną odległość, która dała mu 6 podium w jego 6 starcie oraz pozycję wicelidera PŚ. Norweg Daniel Andre Tande pomimo uzyskania 142 metrów w finałowej próbie, ostatecznie został sklasyfikowany na 5 miejscu i tym samym spadł na 3 miejsce w klasyfikacji generalnej PŚ. Kraftowi nie dał rady również Maciej Kot - 138 metrów starczyło do zajęcia 4 miejsca. Maciek jednak na pewno jest bardzo zadowolony z tego weekendu. Jego forma zaczyna znów przypominać tą z LGP. Klasą samą dla siebie był Kamil Stoch - 140 metrów w pięknym stylu okazało się nie do pobicia dla Wellingera (132 metry). Zwycięstwo w Sapporo jest już 21 triumfem Stocha w zawodach PŚ oraz 42 podium w zawodach tej rangi. Poza tym lider PŚ powrócił do niedawnej przewagi nad rywalami w klasyfikacji generalnej - obecnie wynosi ona 140 punktów nad Kraftem i 146 "oczek" nad Tande. W niedzielnym konkursie punkty PŚ poza Stochem i Kotem zdobył tylko Piotr Żyła (12). Teraz karawana cyklu przenosi się do Pjongczang na próbę przedolimpijską - konkursy w środę i czwartek.


Wyniki 1 konkursu:

1. Peter Prevc (Słowenia) 260,2 pkt

1. Maciej Kot (Polska) 260,2

3. Stefan Kraft (Austria) 257,5

 



 

Wyniki 2 konkursu:

1. Kamil Stoch (Polska) 262,7 pkt

2. Andreas Wellinger (Niemcy) 255,3

3. Stefan Kraft (Austria) 249,6

 



 

18:41, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 lutego 2017
PŚ Oberstdorf 2017: Jedno podium Stocha i piękne loty Krafta.

Weekend z lotami narciarskimi za nami. W niemieckim Oberstdorfie błysnął Austriak Stefan Kraft. Warto jednak zwrócić uwagę na Niemca Andreasa Wellingera, który również pokazał moc. Polacy skakali na swoim dobrym poziomie, ale bez błysku.

W pierwszym konkursie długo nie działo się nic nadzwyczajnego, aż do dobrego skoku Słoweńca Petera Prevca, który poleciał na 221 metr. Kolejny fajerwerk odpalił Andreas Wellinger - Niemiec poleciał na odległość 234,5 metra, co było nowym rekordem przebudowanej skoczni w Oberstdorfie. Z krótszego rozbiegu (23 belka startowa) Austriak Stefan Kraft skoczył 227,5 metra dzięki czemu prowadził po I serii. Bardzo dobrze spisał się również Kamil Stoch. Lider PŚ z tego samego rozbiegu uzyskał 222,5 metra i po I serii plasował się na 3 lokacie. W decydującej rundzie bardzo ładną próbę zanotował Norweg Daniel Andre Tande - 229 metrów pozwoliło mu jednak na zajęcie tylko 4 miejsca, ponieważ Kamil Stoch obronił swoją pozycję skacząc 217 metrów. Walkę o zwycięstwo stoczyli zatem Wellinger z Kraftem. Austriak skoczył 4,5 metra krócej niż Niemiec, ale zrobił to w lepszym stylu i zasłużenie wygrał zawody. Pozostali Polacy utrzymali dobry poziom z poprzednich konkursów - Piotr Żyła był 9, Jan Ziobro 12, Maciej Kot 18, a Dawid Kubacki 28. Największą atrakcją drugiego konkursu okazał się być Robert Lewandowski. Piłkarz Bayernu Monachium odwiedził Oberstdorf, aby wspierać naszą reprezentację oraz pozostałych skoczków. Polak chyba wiedział co się święci, ponieważ wobec problemów z rozegraniem II serii został prawdziwą "maskotką" zawodów. Ostatecznie górą okazał się być silny wiatr i wyniki I serii zaliczono jako finałowe. Takie rozstrzygnięcie raczej nie usatysfakcjonowało Kamila Stocha. Polak skoczył 223 metry i wobec problemów z lądowaniem był klasyfikowany dopiero na 9 miejscu. Lepiej od Stocha spisał się Maciej Kot (6 miejsce - 225 metrów) oraz Piotr Żyła (8 miejsce - 217 metrów). Z pozostałych Biało-czerwonych punktowali jeszcze Dawid Kubacki (17) oraz Jan Ziobro (27). Znów błysnęli Wellinger i Kraft. Niemiec poprawił własny rekord skoczni - 238 metrów, ale po raz kolejny Austriak pobił go notami za styl i punktami za niekorzystny wiatr (Kraft zaliczył 235,5 metra). Teraz karuzela PŚ przeniesie się do Azji, gdzie zostaną rozegrane 4 konkursy (Sapporo i Pjongczang).


Wyniki 1 konkursu:

1. Stefan Kraft (Austria) 439,9 pkt

2. Andreas Wellinger (Niemcy) 434,8

3. Kamil Stoch (Polska) 425,4

 



 

Wyniki 2 konkursu:

1. Stefan Kraft (Austria) 232,6 pkt

2. Andreas Wellinger (Niemcy) 220,0

3. Jurij Tepes (Słowenia) 215,1 

 




12:53, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2017
PŚ Pjongczang 2017: Ukłony dla Justyny Kowalczyk!

Przedolimpijska próba dla biegaczy i biegaczek w Korei Południowej za nami. W Pjongczang pojawił się "drugi garnitur" Pucharu Świata, co było szansą m.in. dla Justyny Kowalczyk na jeden z ostatnich pucharowych fajerwerków w karierze.

O ile w sprincie Polce mogło pójść lepiej, o tyle w biegu łączonym Justynie poszło najlepiej w biegu pucharowym od 3 lat. W sprinterskich kwalifikacjach oraz w ćwierćfinale Kowalczyk okazała się najlepsza. W półfinale zajęła 2 miejsce, ale oczywiście awansowała do finału. W decydującym biegu szwankowały przede wszystkim zjazdy - Polka traciła na nich bardzo dużo do swoich rywalek. Ostatecznie Justyna zajęła 4 miejsce, co i tak było jej najlepszym występem w PŚ od lat. Pierwsze w karierze zwycięstwo odniosła Anamarija Lampić. Słowenka minęła Kowalczyk na pierwszym zjeździe i utrzymała się na czele stawki już do końca biegu. Drugie miejsce zajęła Norweżka Silje Oeyre Slind, a skład podium uzupełniła Amerykanka Ida Sargent. Również dla nich są to pierwsza podia PŚ w karierze, co oznacza, że doskonale wykorzystały one nieobecność większości gwiazd, które nie przyjechały do Korei. Wśród mężczyzn sprint wygrał Rosjanin Gleb Retiwych dla którego również jest to pierwsze zwycięstwo w karierze. Sobotni bieg łączony był wielką zagadką dla polskich kibiców, bo przecież to co Justyna Kowalczyk miała zyskać w "klasyku", miała zaraz stracić w "łyżwie". Nic bardziej mylnego! Już na pierwszej pętli Kowalczyk narzuciła ostre tempo i momentalnie uciekła konkurentkom. Nasza reprezentantka w świetnym stylu pokonywała kolejne podbiegi i zaprezentowała się znacznie lepiej niż w swoich poprzednich biegach w PŚ. Jej przewaga szybko rosła i w stylu klasycznym udało ją się wyśrubować do blisko 1 minuty. W stylu dowolnym Kowalczyk mogła ponieść straty - tej techniki nie ćwiczy w ogóle, a ewentualne próby wiązały się w ostatnich latach z bólem piszczeli oraz kolana. Tymczasem Justyna pokazała, że jest na tyle mocna, że nie straciła w "łyżwie" nic. Sytuację kontrolowała w pełni, aż do mety i z uśmiechem na ustach zameldowała się na 1 miejscu, mogąc cieszyć się ze zwycięstwa! Ostatni raz Kowalczyk zwyciężyła w pucharowym biegu ponad 3 lata temu - stało się tak podczas zawodów w Szklarskiej Porębie w 2014 roku. Na dystansie 10 kilometrów stylem klasycznym ze startu wspólnego Polka nie miała sobie równych i przed własną publicznością mogła fetować sukces. Dalszą historię wszyscy znamy - dramatyczna kontuzja stopy, złoto na 10 kilometrów "klasykiem" na IO 2014 w Soczi, depresja spowodowana problemami osobistymi i sportowe wypalenie. W sezonach 2014/2015 i 2015/2016 Kowalczyk ani razu nie wygrała pucharowego biegu - co więcej, nie stała w zawodach tej rangi nawet na niższych stopniach podium. Jej jedynym sukcesem w tym okresie był brąz w drużynowym sprincie podczas MŚ w Falun w 2015 roku. Oczywiście są to sukcesy pojmowane w kategorii sukcesu sportowego, bo swój sukces Justyna odnosi każdego dnia. Zwycięstwo w Pjongczang jest dla Kowalczyk jubileuszowym 50 zwycięstwem w zawodach PŚ. Polka w sumie stawała na podium PŚ 104 razy (jeszcze raz przypominam, że FIS niedawno zmienił zasady liczenia miejsc na podium i zwycięstw, wliczając w statystyki miejsca na podium poszczególnych etapów TdS oraz pomniejszych tourów PŚ). Pod względem zwycięstw w historii cyklu PŚ lepsza od Justyny jest tylko Marit Bjoergen, która ostatnio wygrała po raz 105. Dla Justyny to prawdopodobnie jeden z ostatnich sukcesów w PŚ, jeśli w ogóle nie ostatni. Jaką wagę ma zwycięstwo w Pjongczang? Myślę, że ogromną, ponieważ będzie swoistym paliwem dla Polki do realizacji jej ostatnich misji w karierze - MŚ Lahti 2017 oraz IO Pjongczang 2018. Zamykając temat próby przedolimpijskiej, wśród mężczyzn bieg łączony na 30 kilometrów wygrał Rosjanin Petr Siedow.


Wyniki:

Sprint (K):

1. Anamarija Lampić (Słowenia) 3.42,05

2. Silje Oeyre Slind (Norwegia) +1,60

3. Ida Sargent (USA) +1,79 




 

Sprint (M):

1. Gleb Retiwych (Rosja) 3.30,79

2. Sondre Turvoll Fossli (Norwegia) +0,30

3. Andriej Parfienow (Rosja) +0,73


Bieg na 15 km (K):

1. Justyna Kowalczyk (Polska) 43.54,7

2. Elisabeth Stephen (USA) +56,0

3. Masako Ishida (Japonia) +1.14,8 





Bieg na 30 km (M):

1. Petr Siedow (Rosja) 1:18.49,6

2. Daniel Stock (Norwegia) +22,5

3. Mathias Rundgreen (Norwegia) +42,1


18:22, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lutego 2017
PNA 2017: Kamerun pokonuje Egipt w finale!

Za nami jeden z najbarwniejszych i najbardziej egzotycznych turniejów piłkarskich - Puchar Narodów Afryki. W wielkim finale na przeciw siebie stanęły dwie najbardziej utytułowane drużyny kontynentu, czyli Kamerun i Egipt.

Zanim jednak do tego doszło, już w fazie grupowej rozgrywanego w Gabonie turnieju doszło do niemałej sensacji - triumfator poprzedniej edycji, czyli piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej zajęli dopiero 3 miejsce w swojej grupie i pożegnali się z PNA. Rozczarowani byli również kibice gospodarzy, ponieważ nawet Pierre-Emerick Aubameyang nie uratował ich reprezentacji od odpadnięcia z turnieju po fazie grupowej. Szczęścia nie miał również Henryk Kasperczak, ponieważ jego Tunezja odpadła w ćwierćfinale z rewelacyjną drużyną z Burkina Faso. To właśnie zespół z tego kraju sporo namieszał wśród faworytów PNA. Niestety dla drużyny Prejuce "Prezesa" Nakoulmy, znanego z naszej ekstraklasy, za silny okazał się Egipt, który w półfinale okazał się lepszy dopiero po rzutach karnych (4-3 dla Egiptu). W meczu o 3 miejsce Burkina Faso znów pokazała, że wola walki to ich najważniejsza cecha w tym turnieju. "Ogiery" mierzyły się z Ghaną prowadzoną przez znanego Izraelczyka Avrama Granta i ostatecznie okazały się lepsze po bramce Traore w 89 minucie spotkania. Oczywiście zaraz po turnieju Grant przestał być trenerem reprezentacji Ghany. Jak już wspomniałem w finale mierzyły się ze sobą dwie najbardziej utytułowane drużyny Afryki - Egipt (7 zwycięstw w PNA) i Kamerun (4 zwycięstwa w PNA). Mecz lepiej ułożył się dla Egipcjan, ponieważ w 22 minucie piękną bramkę strzelił Mohamed Elneny. Kamerun jednak nie poddawał się i najpierw wyrównał stan meczu, a w końcówce spotkania Vincent Aboubakar zapewnił "Nieposkromionym Lwom" 5 zwycięstwo w Pucharze Narodów Afryki. Afrykańscy szamani powinni jednak coś przeczuwać już przed meczem, ponieważ Argentyńczyk Hector Raul Cuper prowadzący reprezentację Egiptu to świetny trener, ale swoisty "specjalista" od przegrywania finałów. Starsi kibice pamiętają, że to naprawdę dobry fachowiec, który zagrał nawet w dwóch finałach LM z Valencią, ale w swojej karierze przegrał 4 z 5 finałów do których awansował. Nie tym razem było inaczej - konto Argentyńczyka powiększyło się zatem do 5 porażek w 6 rozegranych finałach...


Mecz o 3 miejsce:

Burkina Faso-Ghana 1:0 (0:0) (Traore 89)




Finał:

Kamerun-Egipt 2:1 (0:1)

(N'Koulou 59, Aboubakar 88-Elneny 22)




wtorek, 07 lutego 2017
MŚJ Park City 2017: Polska młodzież kolejny raz bez sukcesów.

Za nami MŚ Juniorów, które odbyły się w amerykańskim Park City, gdzie w 2002 roku Adam Małysz sięgał po srebro i brąz IO. W konkursie indywidualnym triumfował Czech Viktor Polasek, a w konkursie drużynowym reprezentacja Słowenii.

W konkursie indywidualnym najlepiej z Biało-czerwonych spisał się Paweł Wąsek, który zajął 7 miejsce. Do drugiej serii zdołali awansować jeszcze Bartosz Czyż (22 lokata) oraz Tomasz Pilch (25 miejsce). Za nieprzepisowy kombinezon zdyskwalifikowany został Dominik Kastelik. Mistrzem świata juniorów został Czech Viktor Polasek, który zgromadził 263,2 punktu, za skoki na odległość 97 i 96,5 metra. Srebrny medal wywalczył podopieczny trenera Łukasza Kruczka Włoch Alex Insam, a na najniższym stopniu podium stanął Niemiec Constantin Schmid. Dominik Kastelik był negatywnym bohaterem również w konkursie drużynowym - to jego upadek spowodował, że Polacy zajęli tylko 5 miejsce. Nie będę się pastwił nad tym chłopakiem, bo do słuchu powiedział mu już zapewne Adam Małysz, który towarzyszył polskim juniorom w USA. Miejmy nadzieję, że Dominik wyciągnie wnioski z tej lekcji i w przyszłości będziemy wspólnie cieszyć się jego sukcesami. Mistrzami świata zostali Słoweńcy, czym tylko potwierdzili, że ich przyszłość w skokach rysuje się w bardzo ciekawych barwach. Srebro i brąz przypadło w udziale kolejno reprezentacji Niemiec oraz Austrii.

 

 

Wyniki konkursu indywidualnego:

1. Viktor Polasek (Czechy) 263,2 pkt

2. Alex Insam (Włochy) 260,6

3. Constantin Schmid (Niemcy) 260,4


Wyniki konkursu drużynowego:

1. Słowenia 932,3 pkt

2. Niemcy 929,0

3. Austria 870,8



19:33, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lutego 2017
PŚ Willingen 2017: Przerwana seria Stocha i wygrana drużyny!

Kolejny weekend ze skokami narciarskimi za nami. Tym razem miał on smak słodko-gorzki, ponieważ polska drużyna wygrała drugi w historii swoich startów konkurs drużynowy, ale za to Kamil Stoch przerwał swoją serię zwycięstw, nie stając nawet na podium konkursu indywidualnego.

Polacy bardzo chcieli zrewanżować się Niemcom za wygraną naszych zachodnich sąsiadów na polskiej ziemi. Już po I serii traciliśmy do Niemców tylko 2,3 punktu. Bardzo dobrze skakała cała nasza czwórka - Piotr Żyła i Dawid Kubacki osiągnęli po 134 metry, Maciej Kot 137,5 metra, a Kamil Stoch 134 metry przy silnym wietrze w plecy oraz ze skróconego rozbiegu. Wśród Niemców świetną próbę zaliczył Andreas Wellinger - 145 metrów. Finałowa seria rozpoczęła się znakomicie dla podopiecznych Stefana Horngachera. Piotr Żyła skoczył, aż 138 metrów. Markus Eisenbichler uzyskał 132 metry, dzięki czemu Biało-czerwoni po raz pierwszy objęli prowadzenie w zawodach, z przewagą 3,7 punktu nad gospodarzami. Po kolejnej grupie, w której Dawid Kubacki przy bardzo sprzyjającym wietrze uzyskał 137,5 metra, Polacy pozostali liderami, a na 2 miejsce wskoczyli Austriacy. Niemcy spadli na 3 lokatę, ponieważ Stephan Leyhe wylądował tylko na 120 metrze. Skaczący jako trzeci z Polaków Maciej Kot także nie zawiódł. Zakopiańczyk co prawda nie wypadł tak dobrze jak Wellinger (139 metrów), ale jego 133,5 metra wystarczyło, by Polacy pewnie utrzymali prowadzenie przed ostatnią grupą. Ostatnie skoki przyniosły atak Austriaków na Niemców - Stefan Kraft huknął 142 metry, a Richard Freitag doleciał tylko na odległość 130,5 metra. Kropkę nad "i" postawił Kamil Stoch, który w bardzo złych warunkach skoczył 126,5 metra. Tym samym Polacy po raz drugi w historii wygrali konkurs drużynowy! W konkursie indywidualnym nie było już tak kolorowo, ale Polacy jak zwykle nie zeszli poniżej swojego wysokiego poziomu - Piotr Żyła był 10, Maciej Kot 13, Dawid Kubacki 14, a Jan Ziobro 15. Swoją świetną dyspozycję potwierdził Andreas Wellinger. Niemiec, ku uciesze fanów zgromadzonych pod skocznią, wygrał zawody zaledwie o 0,3 punktu przed Stefanem Kraftem! Skład podium uzupełnił kolejny z Austriaków - Manuel Fettner. Kamil Stoch tym razem zajął 5 miejsce (po I serii był 4). Tym samym skończyła się jego fenomenalna seria zwycięstw. Rywale pokazali za to, że do końca sezonu będą walczyć o Kryształową Kulę oraz o medale MŚ w Lahti. W tym miejscu warto podkreślić również 4 miejsce Norwega Daniela Andre Tande - wicelider PŚ prowadził po I serii konkursu, po fenomenalnym locie na 149,5 metra, ale ostatecznie zajął miejsce tuż za podium.


Wyniki konkursu drużynowego:

1. Polska 931,5 pkt

2. Austria 919,2

3. Niemcy 910,7





Wyniki konkursu indywidualnego:

1. Andreas Wellinger (Niemcy) 242,3 pkt

2. Stefan Kraft (Austria) 242,0

3. Manuel Fettner (Austria) 241,0

 




20:02, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 lutego 2017
PŚ Falun 2017: Bjoergen napina bicepsy.

Kolejny weekend z biegami narciarskimi za nami. Tym razem biegaczki i biegacze rywalizowali w szwedzkim Falun. Znów swoją moc pokazała Marit Bjoergen, wygrywając bieg na 15 kilometrów stylem klasycznym.

Zanim jednak o zwycięstwie Bjoergen - w sprinterskiej rywalizacji kobiet znów mogliśmy podziwiać fantastyczny szwedzko-norweski pojedynek o zwycięstwo. W finale sprintu techniką klasyczną Szwedka Stina Nilsson okazała się lepsza od Norweżki Maiken Caspersen Falli zaledwie o 0,01 sekundy! To tylko zwiastuje, że pojedynek pomiędzy tymi zawodniczkami na MŚ w Lahti będzie niezwykle emocjonujący. Trzecie miejsce zajęła liderka PŚ Heidi Weng, a dopiero 9 była Marit Bjoergen. W sprinterskiej rywalizacji mężczyzn wygrał Włoch Federico Pellegrino. Jak już wspomniałem swoje 105 pucharowe zwycięstwo wywalczyła w Falun Marit Bjoergen. Norweżka po raz kolejny pokazała moc w biegu techniką klasyczną. Coś czuję, że bez kilku medali Bjoergen w Lahti się nie obędzie. Bieg na dystansie 15 kilometrów toczył się od początku pod dyktando Norweżek - najlepsza trójka narciarek z tego kraju szybko oderwała się od rywalek i już na wiele kilometrów przed metą wiadomo było, że na podium staną tylko one. W końcówce biegu Heidi Weng nie wytrzymała tempa koleżanek i znów musiała zadowolić się 3 lokatą. Norweżka nie powinna być jednak smutna z tego powodu, ponieważ cały czas powiększa przewagę nad rywalkami w klasyfikacji generalnej PŚ i jest to bardzo prawdopodobne, że po raz pierwszy w karierze wywalczy Kryształową Kulę. Weng i Bjoergen na podium rozdzieliła Ingvild Flugstad Oestberg (2 miejsce). Mężczyźni rywalizowali na dystansie 30 kilometrów stylem klasycznym - najlepszy okazał się Norweg Emil Iversen, który pokonał swojego rodaka Martina Johnsruda Sundby'ego oraz Szweda Calle Halfvarssona.


 

Wyniki:

Sprint (K):

1. Stina Nilsson (Szwecja) 3.00,24

2. Maiken Caspersen Falla (Norwegia) +0,01

3. Heidi Weng (Norwegia) +1,88

 

Sprint (M):

1. Federico Pellegrino (Włochy) 2.45,77

2. Emil Iversen (Norwegia) +0,06

3. Sindre Bjoernestad Skar (Norwegia) +0,47

 

Bieg na 15 km (K):

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 41.28,8

2. Ingvild Flugstad Oestberg (Norwegia) +0,5

3. Heidi Weng (Norwegia) +8,1


Bieg na 30 km (M):

1. Emil Iversen (Norwegia) 1:15.46,7

2. Martin Johnsrud Sundby (Norwegia) +3,7

3. Calle Halfvarsson (Szwecja) +5,6




Wyniki z innych zimowych aren:

Narciarstwo alpejskie-Zjazd (M):

1. Travis Ganong (USA) 1.53,71

2. Kjetil Jansrud (Norwegia) +0,38

3. Peter Fill (Włochy) +0,52

 

Narciarstwo alpejskie-Zjazd (K):

1. Lara Gut (Szwajcaria) 1.37,08

2. Sofia Goggia (Włochy) +0,05

3. Ilka Stuhec (Słowenia) +0,47

 

Narciarstwo alpejskie-Zjazd (M):

1. Hannes Reichelt (Austria) 1.53,83

2. Peter Fill (Włochy) +0,16

3. Beat Feuz (Szwajcaria) +0,52


Narciarstwo alpejskie-Supergigant (K):

1. Ilka Stuhec (Słowenia) 1.19.81

2. Sofia Goggia (Włochy) +0,31

3. Anna Veith (Austria) +0,70

 

Narciarstwo alpejskie-Slalom gigant (M):

1. Marcel Hirscher (Austria) 2.39,95

2. Matts Olsson (Szwecja) +1,50

3. Stefan Luitz (Niemcy) +1.95

 

Narciarstwo alpejskie-Slalom równoległy (K):

1. Mikaela Shiffrin (USA)

2. Veronika Velez Zuzulova (Słowacja)

3. Nina Loeseth (Norwegia)


Narciarstwo alpejskie-Slalom równoległy (M):

1. Linus Strasser (Niemcy)

2. Alexis Pinturault (Francja)

3. Mattias Hargin (Szwecja)

 

15:43, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lutego 2017
MŚ piłkarzy ręcznych 2017: Młoda Polska we mgle, a Francuzi obronili tytuł u siebie.

Za nami mistrzostwa świata w piłce ręcznej mężczyzn, których gospodarzem była Francja. To właśnie reprezentacja gospodarzy okazała się najlepsza w turnieju, który naznaczyło kilka niespodzianek. Niespodzianką nie była jednak świetna gra "Les Blues".

Zacznijmy od reprezentacji Polski - po IO w Rio de Janeiro wydarzyło się sporo. Dość powiedzieć o rezygnacji z gry w kadrze kilku kluczowych graczy - min. Karola Bieleckiego, czy też Sławomira Szmala. Niewykluczone, że wspomniani zawodnicy wrócą jeszcze z "kadrowej" emerytury. Na turniej do Francji Tałant Dujszebajew nie mógł zabrać również wielu kontuzjowanych jak Michał Jurecki, Piotr Wyszomirski, czy też Mariusz Jurkiewicz. Trener musiał więc drastycznie odmłodzić kadrę. Ostatecznie skończyło się na 17 miejscu. W obliczu tych wszystkich wydarzeń warto pochylić się nad tym wynikiem. Wniosek nasuwa się jeden - nie było w zespole gracza, który napędzałby grę, nie było po prostu klasycznego lidera, a pozostali zawodnicy byli zbyt niedoświadczeni, by udźwignąć ciężar turnieju. Gra zespołu była nierówna - od momentów bardzo dobrych (jak minimalnie przegrany mecz w grupie z gospodarzami) do momentów kiepskich (grupowe porażki z Brazylią i Rosją). Miejmy nadzieję, że ziarno zasiane we Francji wkrótce wyda plon, szczególnie, że będzie wzmocnione klasowymi graczami wracającymi po kontuzjach. Sam turniej obfitował w kilka niespodzianek - Niemcy (aktualni mistrzowie Europy) odpadli już w 1/8 finału przegrywając z Katarem. Ten sam Katar odpadł sensacyjnie już w ćwierćfinale i to z absolutną rewelacją, czyli Słowenią (przypominam, że Katar to wicemistrz świata z 2015 roku). Niespodziewanie na 1/8 finału swój występ zakończyli Duńczycy, czyli mistrzowie olimpijscy z Rio. Swoich pogromców znaleźli pod postacią Węgrów. Również Hiszpanie nie wrócą z Francji z dobrymi wspomnieniami - w ćwierćfinale przegrali z Chorwatami. Klasą samą dla siebie byli Francuzi - Brazylia, Japonia, Norwegia, Rosja, Polska, Islandia, Szwecja i Słowenia to nie oferta biura turystycznego, tylko rywale którzy musieli uznać wyższość "Les Blues" w drodze do finału. Ich rywalem w ostatecznym starciu okazała się Norwegia. Drużyna ze Skandynawii zagrała na prawdę solidny turniej, eliminując w półfinale Chorwację. W meczu o 3 miejsce zmierzyły się przeciwko sobie dwie bałkańskie ekipy - wspomniana już Słowenia oraz Chorwacja. Dla Słoweńców ten mecz to była szansa na dokonanie czegoś wielkiego, Chorwacja wydawała się wypalona, ponieważ znów nie udało się im wejść do wielkiego finału. Do 40 minuty spotkania wszystko zdawało się temu przeczyć, jednak ostatnie 20 minut meczu to coś za co kochamy piłkę ręczną - Chorwaci opadli z sił, a Słoweńcy odrobili 8 bramkową stratę i na końcu zadali decydujący cios! Tym samym w najlepszej trójce MŚ Słowenia znalazła się po raz pierwszy w historii. Dotychczas mogła się pochwalić tylko medalem ME z 2004 roku, kiedy przed własną publicznością uległa w finale Niemcom. Początek wielkiego finału rozgrywanego w Paryżu należał do Norwegów - aż do 24 minuty spotkania prowadzili 3 bramkami (15:12). Na ich nieszczęście wtedy przebudzili się Francuzi, którzy najpierw wyrównali stan meczu, a na przerwę schodzili prowadząc 1 bramką (18:17). Na początku drugiej połowy podopieczni Didiera Dinarta kontynuowali swoje "show" powiększając przewagę bramkową. Na dodatek świetnie w bramce spisywał się Vincent Gerard, który po raz pierwszy w karierze wystąpił w finale MŚ. Wywalczonej przewagi Francuzi nie oddali już do końca spotkania. Najwięcej bramek dla "Les Blues" zdobył nikt inny jak Nikola Karabatić (6 trafień). Trójkolorowi zdobyli tym samym swój 6 tytuł mistrza świata, broniąc trofeum wywalczone przed 2 laty w Katarze. Na ostatnich 5 edycji MŚ Francja wygrała 4 z nich. To tylko świadczy na jakim poziomie stoi w tym kraju szkolenie młodzieży. Do reprezentacji ciągle napływa młoda krew, która chłonie od takich gwiazd jak Karabatić, czy też Thierry Omeyer. Podsumowując statystyki Trójkolorowych warto dodać, że oprócz 6 złotych medali zdobyli jeszcze 1 srebrny oraz 3 brązowe krążki MŚ. O ich innych osiągnięciach na pewno będzie jeszcze okazja napisać, przy pozostałych handballowych imprezach. MVP turnieju został oczywiście Nikola Karabatić.


Mecz o 3 miejsce:

Słowenia-Chorwacja 31:30 (13:18)



 

Finał:

Francja-Norwegia 33:26 (18:17)




poniedziałek, 30 stycznia 2017
Australian Open 2017: Back to the past! Czyli Serena Williams i Roger Federer jak za dawnych lat...

To była wyjątkowa edycja Australian Open. Dla trochę młodszych kibiców raczej wystawa dinozaurów tenisa, ale dla starszych roczników prawdziwa uczta i sentymentalny powrót do przeszłości.

W turnieju kobiet dość szybko pożegnaliśmy Niemkę Angelique Kerber (IV runda), Rumunkę Simonę Halep (I runda), czy też naszą Agnieszkę Radwańską (II runda). W ćwierćfinale odpadła również Hiszpanka Garbine Muguruza. Przy takim obrocie spraw faworytką do triumfu mogła być tylko ona - Serena Williams. Amerykanka, która w końcu była zdrowa, rozbijała w pył kolejne rywalki. Gdy w półfinale pokonała Chorwatkę Mirjanę Lucić-Baroni (pogromczyni Radwańskiej) wiadomo było, że w decydującym starciu zmierzy się ze swoją siostrą Venus. Od razu przypomniały się czasy, kiedy obie siostry zdominowały tenisową rywalizację i łącznie mierzyły się w finałach turniejów wielkoszlemowych, aż 8 razy (bilans 6:2 dla młodszej Sereny). Wielki finał był zacięty tylko do stanu 3:3 w 1 secie. Wtedy Serena opanowała swoje nerwy (wcześniej ze złości zniszczyła rakietę) i odzyskała kontrolę nad przebiegiem tej partii. Wygrany set podziałał na Serenę jak dobry lek uspokajający - w drugiej partii Amerykanka pozbyła się zbędnych nerwów i wygrała seta w stosunku 6:4. Tym samym Serena Williams nie tylko pokonała swoją siostrę 7 raz w finale Wielkiego Szlema, ale co ważne, po raz 23 wygrała turniej tej rangi! Niemka Steffi Graff została już w tyle (22 zwycięstwa), dlatego teraz celem Sereny będzie wyrównanie rekordu Australijki Margaret Court (24 wielkoszlemowe zwycięstwa, ale tylko 11 w erze open). Ostatnie zdanie również będzie tutaj należało do wielbicieli statystyk - zwycięstwo Sereny Williams w Melbourne, było jej 7 wygraną w Australian Open.


Finał kobiet:

Serena Williams (USA)-Venus Williams (USA) 6:4, 6:4





W rywalizacji mężczyzn było jeszcze ciekawiej - przed ćwierćfinałami odpadli bowiem zarówno Brytyjczyk (lub Szkot jak kto woli) Andy Murray (IV runda) oraz Serb Novak Djoković (II runda). Jak ważne jest zdrowie pokazał już przykład Sereny Williams, ale chyba jeszcze dobitniej pokazują to przykłady Hiszpana Rafaela Nadala oraz Szwajcara Rogera Federera. Obaj Panowie w ostatnim czasie uporali się ze swoimi problemami zdrowotnymi i grali w Australii swój najlepszy tenis. Gdy w bratobójczym pojedynku Szwajcarów w półfinale Federer okazał się lepszy od Stanislasa Wawrinki, wiedziałem, że możemy być świadkiem wyjątkowego wydarzenia. Nadal pokonując rewelacyjnego Bułgara Grigora Dimitrowa ziścił sen milionów kibiców tenisa na świecie. Pojedynek Federer - Nadal to przecież jak "El Clasico" w piłce nożnej, z tym, że obie legendy są tylko ludźmi i nie będą grać wiecznie. Pojedynek numer 9 w finale Wielkiego Szlema pomiędzy Szwajcarem i Hiszpanem był jak zwykle doskonałą tenisową ucztą. Spotkanie trwało w sumie 3 godziny i 37 minut. W tym czasie Federer posłał 20 asów, a jego przeciwnik tylko 4. Pierwszy z nich zaliczył 73 uderzenia wygrywające i 35 niewymuszonych błędów, drugi odpowiednio - 57 i 28. Po wyniszczającej 5-setowej walce, o zwycięstwie Federera zadecydował challenge. Gdy okazało się, że piłka po jego zagraniu trafiła w boisko, Szwajcar zalał się łzami (ostatnio wygrał wielkoszlemowy turniej blisko 5 lat temu - Wimbledon 2012). Dla Federera jest to już 5 zwycięstwo w Australian Open. Dodatkowo Szwajcar wyśrubował swój rekord wielkoszlemowych zwycięstw, który aktualnie wskazuje liczbę 18 (Nadal razem z emerytowanym Amerykaninem Petem Samprasem mają na koncie po 14 triumfów). Pocieszeniem dla Hiszpana może być fakt, że ze wspomnianych 9 finałów, aż 6 z nich wygrał. Kto wie, może to był ostatni pojedynek tenisowych legend na tym szczeblu rozgrywek. Może to tylko ich "łabędzi śpiew", ale jeśli faktycznie tak będzie, to cieszę się, że mogłem być świadkiem ich fantastycznych pojedynków.


Finał mężczyzn:

Roger Federer (SUI)-Rafael Nadal (ESP) 6:4, 3:6, 6:1, 3:6, 6:3




23:57, kaspa225 , Tenis
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 97
Zakładki:
Ulubione