dla wszystkich fanatyków sportu i nie tylko.....
sobota, 08 kwietnia 2017
Zakończenie sezonu 2016/2017 w biathlonie.

Po podsumowaniu sezonu 2016/2017 w kombinacji norweskiej oraz w biegach narciarskich, czas na podsumowanie wydarzeń w biathlonie. Ostatnim przystankiem Pucharu Świata było norweskie Oslo, gdzie swoje Kryształowe Kule odebrali Niemka Laura Dahlmeier oraz Francuz Martin Fourcade.

W biegu sprinterskim kobiet na 7,5 kilometra niespodziewanie triumfowała Finka Mari Laukkanen, dla której było to pierwsze zwycięstwo w zawodach rangi Pucharu Świata. Finka okazała się lepsza od reprezentantek Francji - Justine Braisaz oraz Anais Bescond. Wśród mężczyzn bieg sprinterski na 10 kilometrów padł łupem reprezentanta gospodarzy - Johannesa Thingnesa Boe, który wyprzedził Martina Fourcade'a oraz Rosjanina Antona Szipulina. Mari Laukkanen sprawiła kolejną niespodziankę wygrywając bieg pościgowy na 10 kilometrów kobiet. Finka udowodniła tym samym, że jest w stanie utrzymać dobrą formę dzień po dniu, a przede wszystkim, że jest odporna psychicznie. To ciekawe, iż dopiero pod koniec tego sezonu zawodniczka z rocznika 1987 pokazała na co ją stać. Wśród mężczyzn bieg pościgowy na 12,5 kilometra wygrał wspomniany już wcześniej Anton Szipulin. Ostatnimi startami sezonu były biegi masowe - wśród Pań na dystansie 12,5 kilometra najlepsza okazała się Norweżka Tiril Eckhoff, a wśród Panów na dystansie 15 kilometrów swoją dominację w tym sezonie potwierdził Martin Fourcade, dla którego zwycięstwo w Oslo było 14 triumfem w zawodach PŚ cyklu 2016/17! Łącznie Francuz może pochwalić się dorobkiem 61 zwycięstw w zawodach Pucharu Świata. Mówiąc bardzo ogólnie ten sezon był dla Foucade'a znakomity - świetne występy na MŚ w Hochfilzen oraz zdobycie 6 z rzędu Kryształowej Kuli mówią same za siebie. Francuz wyrównał rekord legendarnego Norwega Ole Einara Bjoerndalena pod względem ilości zdobytych Pucharów Świata (obaj mają po 6 Kryształowych Kul), ale jak już wspomniałem Francuz zrobił to 6 sezon z rzędu. To niebywałe osiągnięcie, którego przez dekady nikt nie będzie w stanie powtórzyć. Teraz przed Francuzem kolejne zadanie - zdobycie kolejnej Kryształowej Kuli i pobicie samego Bjoerndalena. Nie będzie to łatwe, mając przecież w perspektywie występy na IO w Pjongczang. Wśród kobiet Puchar Świata powędrował w ręce Niemki Laury Dahlmeier, czyli kolejnej gwiazdy biathlonowych MŚ w Hochfilzen. Dla Dahlmeier to dopiero premierowa Kryształowa Kula, ale patrząc na to jak ta zawodniczka radziła sobie w minionym sezonie, możemy być pewni, że nie ostatnia. Słów kilka o Biało-czerwonych - z pewnością to nie był sezon naszych reprezentantów. O ile w dalszym ciągu nie mamy praktycznie w ogóle męskiej reprezentacji, o tyle nasze Panie w tym sezonie zawiodły. Liczę na to, iż w sezonie olimpijskim nasza kobieca kadra nawiąże do dobrych występów na imprezach rangi mistrzowskiej z ubiegłych lat.

 

 

Wyniki:

Bieg na 7,5 km (K):

1. Mari Laukkanen (Finlandia) 20.33,5 (0)

2. Justine Braisaz (Francja) +7,9 (0)

3. Anais Bescond (Francja) +23,1 (0)


Bieg na 10 km (M):

1. Johannes Thingnes Boe (Norwegia) 24.53,3 (0)

2. Martin Fourcade (Francja) +13,6 (1)

3. Anton Szipulin (Rosja) +21,3 (0)


Bieg na 10 km (K):

1. Mari Laukkanen (Finlandia) 29.33,3 (1)

2. Gabriela Kokualova (Czechy) +26,5 (0)

3. Justine Braisaz (Francja) +1.01,4 (4)


Bieg na 12,5 km (M):

1. Anton Szipulin (Rosja) 32.11,9 (1)

2. Martin Fourcade (Francja) +5,7 (2)

3. Johannes Thingnes Boe (Norwegia) +21,6 (2)


Bieg na 12,5 km (K):

1. Tiril Eckhoff (Norwegia) 34.23,1 (1)

2. Gabriela Koukalova (Czechy) +22,6 (1)

3. Kaisa Makarainen (Finlandia) +34,5 (2)


Bieg na 15 km (M):

1. Martin Fourcade (Francja) 37.32,2 (0)

2. Andrejs Rastorgujevs (Łotwa) +17,4 (2)

3. Simon Eder (Austria) +32,4 (1)


 

Poniżej wykaz triumfatorów sezonu 2016/2017:

Kobiety:

Klasyfikacja końcowa Pucharu Świata (po 26 zawodach):

1. Laura Dahlmeier (Niemcy) 1211 pkt

2. Gabriela Koukalova (Czechy) 1089

3. Kaisa Makarainen (Finlandia) 971

 

Mężczyźni:

Klasyfikacja końcowa Pucharu Świata (po 26 zawodach): 

1. Martin Fourcade (Francja) 1322 pkt

2. Anton Szipulin (Rosja) 918

3. Johannes Thingnes Boe (Norwegia) 812


00:06, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 kwietnia 2017
Weng namieszała w hierarchii, a Sundby nie przejmuje się skandalem. Czyli zakończenie sezonu 2016/2017 w biegach narciarskich.

Po podsumowaniu sezonu 2016/2017 w wykonaniu kombinatorów norweskich, chciałbym skupić się na podsumowaniu zakończonego właśnie cyklu PŚ w biegach narciarskich. W tej dyscyplinie działo się sporo i nie zawsze były to sprawy stricte sportowe. Nie zmienia się tylko jedno - w dalszym ciągu nie ma mocnych na reprezentantów Norwegii.

Ostatnim akcentem tegorocznego Pucharu Świata był jego finał rozegrany w kanadyjskim Quebec. Na początek zawodniczki rywalizowały w sprincie techniką dowolną. Jak to zwykle bywało w tym sezonie, o wygraną w Quebec do końca walczyły Szwedka Stina Nilsson oraz Norweżka Maiken Caspersen Falla. Górą była tym razem reprezentantka Szwecji. W ogólnym rozrachunku to jednak Falla mogła cieszyć się z małej Kryształowej Kuli przyznawanej za rywalizację w sprincie. W biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym ze startu wspólnego swoją moc zaprezentowała Marit Bjoergen. Norweżka na mecie okazała się lepsza od swojej rodaczki Heidi Weng oraz od Finki Kristy Parmakoski. Tym samym Bjoergen wygrała zawody PŚ po raz 108 w karierze. W ostatnim starcie sezonu - biegu pościgowym na 10 kilometrów stylem dowolnym - Norweżka jeszcze bardziej wyśrubowała swoje niebotyczne statystyki. Bjoergen wygrywając wspomniany bieg, wygrała cały finał PŚ i równocześnie dołożyła 109 i 110 zwycięstwo w zawodach rangi PŚ (zwycięstwo etapowe + zwycięstwo w całym mini cyklu). Druga połowa sezonu należała tylko i wyłącznie do niej, ale jak już wspominałem w poprzednich wpisach, brak startu w Tour de Ski kosztował Bjoergen utratę jakichkolwiek szans na końcowe podium PŚ. Myślę, że nie martwi jej to za bardzo, ponieważ w Lahti to ona błyszczała najjaśniej, a kolejne zwycięstwa w PŚ przychodziły jej naturalnie, bez żadnej zbędnej presji. Bohaterką walki o Kryształową Kulę została w tym sezonie Heidi Weng. Określana mianem "wiecznie" młodej i zdolnej w końcu wyszła z cienia Marit Bjoergen i Therese Johaug. Oczywiście nie zapominajmy o okolicznościach (dyskwalifikacja Johaug, nieobecność Bjoergen przez pół sezonu), ale z pewnością to właśnie Weng zasłużyła zarówno na triumf w TdS, jak i w Pucharze Świata. Na dokładkę Norweżka dorzuciła do swojego dorobku jeszcze małą Kryształową Kulę za biegi dystansowe. Nadchodzący sezon będzie piekielnie ciekawy - najprawdopodobniej do rywalizacji już od samego początku wróci Therese Johaug, głodna zemsty za to co stało się jej udziałem w ostatnich kilkunastu miesiącach, a Marit Bjoergen na pewno nie odpuści kolejnej szansy na pokazanie się podczas IO w Pjongczang, szlifując jednocześnie formę w pojedynczych startach w PŚ. Jak w tym wszystkim odnajdzie się Weng? To będzie dla niej bardzo trudne zadanie. Kto może rozszarpać norweską koalicję? Na dzień dzisiejszy widzę tylko 2 kandydatki - Krista Parmakoski oraz Stina Nilsson są w stanie walczyć jak równy z równym z Norweżkami przynajmniej w kilku startach w sezonie. Niestety nie jest to rodzaj oporu, który przez lata prezentowała Justyna Kowalczyk, bijąc nie raz wszystkie reprezentantki Norwegii. Co do Polki - wszystko już zostało przeze mnie napisane, nie łudzę się na powrót do wielkiej formy, bo jest to już po prostu niemożliwe, liczę jednak na kilka niespodzianek i fajnych biegów w wykonaniu Justyny. Napiszę to jeszcze raz - cieszmy się startami naszej "Królowej Zimy", dopóki jeszcze nie zakończyła kariery. Ostatni apel kieruję do tych walczących z dopingiem - niech to nie będzie dla was leniwe lato, bo jak pokazał zeszły rok, nawet największych można złapać na oszustwie - nie roztrząsając w tym momencie, czy było to oszustwo umyślne, czy też zwykłe niedopatrzenie.

 

 

Wyniki:

Sprint (K):

1. Stina Nilsson (Szwecja) 3.01,87

2. Maiken Caspersen Falla (Norwegia) +0,42

3. Hanna Falk (Szwecja) +2,58

 

Bieg na 10 km (K):

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 24.23,6

2. Heidi Weng (Norwegia) +0,6

3. Krista Parmakoski (Finlandia) +2,9

 

Bieg na 10 km (K):

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 49.20,5

2. Heidi Weng (Norwegia) +1,2

3. Stina Nilsson (Szwecja) +1.00,0


Wśród mężczyzn sprint otwierający finał PŚ padł łupem Kanadyjczyka Alexa Harvey'a, ku uciesze kibiców gospodarzy. W biegu na 15 kilometrów stylem klasycznym (ze startu wspólnego) najlepszy okazał się młody reprezentant Norwegii - Johannes Hoesflot Klaebo. Warto zwrócić uwagę na tego zawodnika, bowiem już w przyszłym sezonie może sporo namieszać w światowej czołówce. Klaebo w Quebec poszedł za ciosem i wygrywając bieg na 15 kilometrów stylem dowolnym na dochodzenie, wygrał cały finał Pucharu Świata. O zwycięstwo nie było wcale tak łatwo, ponieważ Alex Harvey niesiony dopingiem swojej publiczności walczył o triumf do samego końca. Na mecie nie odpuścił również rodak Klaebo - Niklas Dyrhaug. O ostatecznym rozstrzygnięciu musiał zadecydować więc fotofinisz. Kryształową Kulę za sezon 2016/2017 odebrał inny Norweg - Martin Johnsrud Sundby. To właśnie on niespełna rok temu był kolejnym bohaterem dopingowego skandalu. Sundby'emu z powodu zbyt wysokiego stężenia leku na astmę w organizmie odebrano zwycięstwo na jednym z etapów Tour de Ski 2014/15, a co za tym idzie Norweg stracił triumf we wspomnianej edycji TdS oraz Kryształową Kulę za sezon 2014/15. Teraz Sundby znów może tytułować się jako 3-krotny zdobywca Pucharu Świata, jednak przez swoją dopingową wpadkę nie może chwalić się, że zrobił to 3 razy z rzędu (aktualne zwycięskie sezony Sundby'ego w PŚ - 2013/14, 2015/16, 2016/17). Dodatkowo Norweg nie powetował sobie w tym roku straconego zwycięstwa w Tour de Ski (był drugi za Rosjaninem Siergiejem Ustiugowem). To właśnie Ustiugow stał na drodze Norwegów do części trofeów tego sezonu (dość powiedzieć o TdS, czy też biegu łączonym na 30 kilometrów podczas MŚ w Lahti). Tak jak pisałem przez większą część sezonu, nie dołączam do chóru piewców talentu Ustiugowa, mając w pamięci raport McLarena dla WADA oraz postępki Rosjan podczas IO w Soczi. Nie wiadomo jakie jeszcze fakty ujrzą światło dzienne przy okazji odbierania krążków medalistom tych igrzysk, a nie chcę być tym który cieszy się, bo "ruski dokopał norweskim dopingowiczom". Nie tędy droga, bądźmy surowi i sprawiedliwi wobec wszystkich, a nie tylko wobec tych, na których aktualnie trwa medialna nagonka.

 



Wyniki:

Sprint (M):

1. Alex Harvey (Kanada) 2.44,92

2. Finn Haagen Krogh (Norwegia) +0,31

3. Richard Jouve (Francja) +0,94

 

Bieg na 15 km (M):

1. Johannes Hoesflot Klaebo (Norwegia) 35.23,7

2. Niklas Dyrhaug (Norwegia) +0,5

3. Aleksander Bessmertnych (Rosja) +0,8

 

Bieg na 15 km (M):

1. Johannes Hoesflot Klaebo (Norwegia) 1:09.50,6

2. Alex Harvey (Kanada) +0,0

3. Niklas Dyrhaug (Norwegia) +0,1


 

Poniżej wykaz triumfatorów sezonu 2016/2017:

Kobiety:

Końcowa klasyfikacja PŚ (po 28 zawodach):

1. Heidi Weng (Norwegia) 2032 pkt

2. Krista Parmakoski (Finlandia) 1618

3. Ingvild Flugstad Oestberg (Norwegia) 1517 

 

Klasyfikacja PŚ na dystansach:

1. Heidi Weng (Norwegia)

2. Marit Bjoergen (Norwegia)

3. Krista Parmakoski (Finlandia)

 

Klasyfikacja PŚ w sprincie:

1. Maiken Caspersen Falla (Norwegia)

2. Stina Nilsson (Szwecja)

3. Hanna Falk (Szwecja)

 

Mężczyźni:

Końcowa klasyfikacja PŚ (po 28 zawodach):

1. Martin Johnsrud Sundby (Norwegia) 1626 pkt

2. Siergiej Ustiugow (Rosja) 1176

3. Alex Harvey (Kanada) 1128 


Klasyfikacja PŚ na dystansach:

1. Martin Johnsrud Sundby (Norwegia)

2. Alex Harvey (Kanada)

3. Matti Heikkinen (Finlandia)

 

Klasyfikacja PŚ w sprincie:

1. Johannes Hoesflot Klaebo (Norwegia)

2. Federico Pellegrino (Włochy)

3. Sindre Bjoernestad Skar (Norwegia) 

 

00:41, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 kwietnia 2017
Zakończenie sezonu 2016/17 w kombinacji norweskiej.

Nadszedł czas, aby zacząć podsumowywać miniony sezon zimowy. Jako pierwsi sezon 2016/2017 zakończyli kombinatorzy norwescy. Piąty triumf z rzędu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zapewnił sobie Niemiec Eric Frenzel.

Jest to wyczyn historyczny, ponieważ Frenzel jako pierwszy kombinator zdobył 5 Pucharów Świata, a na dodatek zrobił to po raz 5 z rzędu! Nawet Fin Hannu Manninen nie może się pochwalić takim wyczynem (dotychczas to właśnie on z 4 Kryształowymi Kulami zdobytymi z rzędu, dzierżył miano najlepszego kombinatora cyklu PŚ). Już podczas MŚ w Lahti proponowałem, aby nazwę dyscypliny zmienić na "kombinacja niemiecka", ponieważ po raz kolejny widzimy jak bardzo Niemcy zdominowali ten obszar rywalizacji. Przecież to właśnie kolega Frenzela z niemieckiej kadry - Johannes Rydzek był obok Marit Bjoergen największą gwiazdą ostatniego czempionatu w narciarstwie klasycznym. Jak widać dwaj koledzy z kadry naszych zachodnich sąsiadów wyspecjalizowali się zarówno w trumfach w Pucharze Świata (Frenzel), jak i w MŚ (Rydzek). Kroku Niemcom, jak co roku, stara dotrzymać się Japończyk Akito Watabe, czyli 3 zawodnik klasyfikacji końcowej PŚ obecnego sezonu. W sumie Japończyk już 6-krotnie stawał na końcowym podium sezonu (trzykrotnie 2 miejsce i trzykrotnie 3 miejsce), ale ani razu nie udało mu się sięgnąć po Kryształową Kulę. Patrząc na obecną pozycję Niemców, w kolejnych latach będzie to misja z gatunku "impossible". Jeśli chodzi o Biało-czerwonych to w dalszym ciągu nie mogliśmy liczyć na dobre występy naszych reprezentantów. Powiedzmy sobie szczerze - kombinacja norweska w naszym kraju praktycznie nie istnieje. Najlepszym z Polaków w klasyfikacji końcowej PŚ okazał się ponownie Adam Cieślar zajmując 43 miejsce. W tym roku nasz zawodnik nie zaliczył żadnego, choćby minimalnego progresu (rok temu Cieślar był 36 w klasyfikacji końcowej PŚ). W tym miejscu chciałbym przywołać do tablicy Adama Małysza, któremu z pewnością leży na sercu dobro kombinacji norweskiej w Polsce. Myślę, że PZN powinien zwrócić zdecydowanie większą uwagę na rozwój tej dyscypliny w naszym kraju, z resztą podobnie sprawa ma się z biegami narciarskimi. Prezes Tajner nie chce chyba być kojarzony tylko i wyłącznie jako prezes dbający o dobro jednej dyscypliny.

 

 

Końcowa klasyfikacja generalna Pucharu Świata:

1. Eric Frenzel (Niemcy) 1734 pkt

2. Johannes Rydzek (Niemcy) 1609

3. Akito Watabe (Japonia) 1086



19:28, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
PŚ Vikersund 2017: Na tym polega piękno skoków!

Sezon zimowy już za nami i niestety w związku ze sprawami osobistymi wpisy na moim blogu mają "małe" opóźnienie. Chciałbym jednak nadrobić stracony czas i wrócić do przedostatniego weekendu ze skokami narciarskimi (a właściwie lotami narciarskimi).

Konkursy w norweskim Vikersund na zakończenie turnieju "Raw Air" były niezwykle emocjonujące i moim zdaniem były jednymi z najlepszych w ostatnich latach. Wstępem do zawodów był prolog (kwalifikacje), który padł łupem Kamila Stocha. Polak po locie na 226,5 metra okazał się najlepszy. Drugie miejsce zajął Niemiec Andreas Wellinger umacniając się tym samym na pozycji lidera cyklu "Raw Air". Austriak Stefan Kraft tym razem zajął dopiero 10 miejsce. Rozegrany nazajutrz konkurs drużynowy miał niesamowity przebieg - z polskiego punktu widzenia głównie za sprawą pogoni Polaków za Austriakami. Podopieczni Stefana Horngachera nie mogli dać się wyprzedzić Austrii, ponieważ mogłoby to oznaczać kolejną stratę punktów w Pucharze Narodów. Nasi reprezentanci wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności i latali wręcz wybornie (wszyscy oprócz Dawida Kubackiego). Piotr Żyła ustanowił nowy rekord Polski w długości lotu - 245,5 metra, a Maciej Kot wylądował tylko metr bliżej. Zwyżkę formy potwierdził Kamil Stoch skacząc w II serii 243 metry. Wicelider PŚ indywidualnie miał najwyższą notę ze wszystkich Polaków, dzięki czemu awansował na 3 miejsce we wspomnianym "Raw Air". Zawody wygrali świetnie skaczący Norwegowie - dość powiedzieć, że Robert Johansson lotem na 252 metr ustanowił nowy rekord świata. Austria, która chciała wyprzedzić Polskę i dać sobie szansę na zwycięstwo w Pucharze Narodów musiała zadowolić się 3 miejscem. Wisienką na torcie był za to lot Stefana Krafta na 253,5 metra, czym pobił ustanowiony chwilę wcześniej rekord świata Johanssona. Lądowanie Austriaka wzbudziło sporo kontrowersji, jednak jak pokazały powtórki telewizyjne Kraft nie podparł skoku. Tak uznała też większość sędziów i odległość 253,5 metra jest aktualnie nowym oficjalnym rekordem świata. Konkurs indywidualny również stał na bardzo wysokim poziomie i charakteryzował się wieloma zwrotami akcji. Po I serii liderem zawodów był Andreas Wellinger, który uzyskał 242,5 metra. Niemiec zaledwie o 0,6 punktu wyprzedzał Kamila Stocha. Dwukrotny mistrz olimpijski z Soczi w pięknym stylu skoczył 238,5 metra. Na 3 pozycji sklasyfikowany był Stefan Kraft, który z niższej belki niż Wellinger i Stoch uzyskał 237,5 metra, ale przegrywał z nimi odpowiednio o 2 i 1,4 punktu. Druga seria zawodów stała na bardzo wysokim poziomie - wyniki w granicach 230-240 metra były normą. Swój rekord życiowy poprawił m.in. Dawid Kubacki skacząc 232 metry. Znakomicie zaprezentował się Japończyk Noriaki Kasai - 241,5 metra było nowym rekordem życiowym najstarszego skoczka w stawce. Japończykowi nie dali rady Austriacy - Michael Hayboeck oraz Stefan Kraft. Lider PŚ miał spore problemy po wyjściu z progu przez co zaliczył mniej udaną próbę. Ostatecznie Kraft ukończył konkurs na 5 miejscu. Świetnie skoczył Kamil Stoch - 237 metrów pozwoliło Polakowi objąć prowadzenie. Dramat przeżył Andreas Wellinger - olbrzymie kłopoty w locie oznaczały lądowanie na 166 metrze i spadek z 1 na 18 pozycję. Na dodatek przez ostatni skok Niemiec stracił pewne zwycięstwo w "Raw Air" i musiał się zadowolić 3 miejscem na koniec cyklu. Nieszczęście Wellingera oznaczało 22 wygraną w karierze Kamila Stocha. Polak dzięki zwycięstwu w Vikersund zajął 2 miejsce w "Raw Air" i dodatkowo zmniejszył stratę do Stefana Krafta w klasyfikacji generalnej PŚ do 31 punktów. Austriak pomimo 5 miejsca mógł cieszyć się ze zwycięstwa w premierowym "Raw Air". Pozostali Polacy spisali się poprawnie - Maciej Kot był 14, Dawid Kubacki 17, a Piotr Żyła 23. Po tak ekscytującym weekendzie wszystko miało rozstrzygnąć się w Planicy, gdzie czekały nas 3 ostatnie konkursy sezonu (1 drużynowy i 2 indywidualne).


Wyniki konkursu drużynowego:

1. Norwegia 1572,6 pkt

2. Polska 1538,6

3. Austria 1465,4 

 



 

Wyniki konkursu indywidualnego:

1. Kamil Stoch (Polska) 466,6 pkt

2. Noriaki Kasai (Japonia) 448,0

3. Michael Hayboeck (Austria) 430,4





Klasyfikacja końcowa "Raw Air 2017":

1. Stefan Kraft (Austria) 2298,1 pkt

2. Kamil Stoch (Polska) 2272,6

3. Andreas Wellinger (Niemcy) 2251,3 


17:01, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 marca 2017
PŚ Trondheim 2017: Kraft umacnia się na pozycji lidera Pucharu Świata.

Za nami kolejny konkurs PŚ w skokach narciarskich. Czwartkowe zawody rozegrano w norweskim Trondheim. Wcześniej, bo we wtorek, odwołano konkurs mający odbyć się w Lillehammer. Tym samym potwierdziła się teza, iż harmonogram "Raw Air" wymaga w przyszłości kilku istotnych zmian.

W Lillehammer udało rozegrać się tylko prolog (kwalifikacje), w którym najlepszy okazał się Markus Eisenbichler. Za plecami Niemca uplasowali się jego rodak Richard Freitag oraz Austriak Stefan Kraft. Sam konkurs padł ofiarą silnego wiatru - warunki panujące na skoczni nie pozwalały na bezpieczne przeprowadzenie zawodów. To była jednak dobra wiadomość dla Biało-czerwonych, którzy w prologu nie wypadli najlepiej. Już w Trondheim przebudził się za to Kamil Stoch. Polak okazał się najlepszy w prologu do czwartkowych zawodów. Za plecami naszego mistrza uplasowali się Norweg Andreas Stjernen oraz Niemiec Andreas Wellinger. Po kiepskim występie w Oslo oraz mało udanym prologu w Lillehammer, w serca kibiców wstąpiła nadzieja, że Kamil Stoch będzie jeszcze w stanie powalczyć ze Stefanem Kraftem o żółtą koszulkę lidera PŚ. Sam konkurs nieco zweryfikował nasze marzenia - Stoch po dobrych skokach na odległość 139,5 i 137 metrów zajął 5 miejsce. Inni tego dnia skakali po prostu dalej. Znów wyśmienicie zaprezentował się Kraft - Austriak wygrał zawody skacząc w II serii aż 142,5 metra! Skład podium uzupełnili Andreas Stjernen oraz Andreas Wellinger. Kraft wygrywając 6 zawody w tym sezonie powiększył przewagę w klasyfikacji generalnej PŚ nad Kamilem Stochem do 86 punktów. Liderem "Raw Air" po zawodach w Trondheim również został Kraft. Jeśli chodzi o pozostałych Polaków to widać było, że nadal sprawiali wrażenie zmęczonych sezonem - Maciej Kot był 13, a Piotr Żyła 23. Niestety Klemens Murańka oraz Dawid Kubacki nie zakwalifikowali się nawet do II serii. Turniej "Raw Air" swój wielki finał miał na mamuciej skoczni w Vikersund i trzeba przyznać, że był to finał godny prawdziwego narciarskiego święta. O świetnych zawodach w Vikersund przeczytacie w kolejnych wpisach na moim blogu. Jednocześnie nie możemy zapomnieć, że zima zbliża się ku końcowi (i to nie tylko ta astronomiczna) - w miniony weekend cykl PŚ zakończył się w większości sportów zimowych.

 

 

Wyniki:

1. Stefan Kraft (Austria) 302,0 pkt

2. Andreas Stjernen (Norwegia) 294,3

3. Andreas Wellinger (Niemcy) 289,6 

 

21:53, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 marca 2017
PŚ Oslo 2017: Stefan Kraft odbiera koszulkę Kamilowi Stochowi, a Justyna Kowalczyk kończy sezon.

Za nami zawody w biegach i skokach narciarskich w kolebce tych dwóch sportów zimowych - norweskim Oslo. Działo się wiele, ale z najistotniejszych wydarzeń warto odnotować ostatni występ Justyny Kowalczyk w sezonie 2016/2017 oraz odebranie Kamilowi Stochowi żółtej koszulki lidera PŚ przez Austriaka Stefana Krafta.

Zacznijmy od biegów narciarskich. Królewskim biegiem na dystansie 30 kilometrów stylem klasycznym sezon 2016/2017 w Pucharze Świata zakończyła Justyna Kowalczyk. Polka pożegnała się z kibicami w bardzo dobrym stylu - Justyna do końca walczyła o podium i ostatecznie zajęła 6 miejsce. Sezon dla Kowalczyk był taki, jaki zapowiadała - mało startów w PŚ oraz skupienie się na najważniejszych wybranych wcześniej biegach. Szkoda, że nie udało się zdobyć Polce medalu MŚ, ale tak jak pisałem już wielokrotnie, dawna Justyna nie wróci i my jako kibice musimy się z tym pogodzić. Dla mnie osobiście najpiękniejszym momentem tego sezonu było jej jubileuszowe 50 zwycięstwo w zawodach PŚ, które miały miejsce w koreańskim Pjongczang. Apeluję do wszystkich, cieszmy się występami Justyny Kowalczyk, ponieważ niewiele ich już zostało. Wracając do samego biegu na 30 kilometrów - znów najlepsza okazała się Norweżka Marit Bjoergen, która zwyciężyła w zawodach PŚ po raz 107. Kosmiczna forma Bjoergen (ponad 2 minuty przewagi nad Finkami na mecie!) nie wystarczy jej jednak na wdrapanie się na podium klasyfikacji generalnej PŚ, co jest rezultatem absencji Norweżki w tegorocznym TdS. Wśród mężczyzn prestiżowy bieg na 50 kilometrów stylem klasycznym padł łupem Norwega Martina Johnsruda Sundby'ego, który wyprzedził Fina Iivo Niskanena oraz Rosjanina Aleksandra Bessmiertnycha.


 

Wyniki:

Bieg na 30 km (K):

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 1:22.59,2

2. Krista Parmakoski (Finlandia) +2.05,8

3. Kerttu Niskanen (Finlandia) +2.07,0


Bieg na 50 km (M):

1. Martin Johnsrud Sundby (Norwegia) 2:02.59,7

2. Iivo Niskanen (Finlandia) +9,9

3. Aleksander Bessmiertnych (Rosja) +1.15,2


Pierwszym konkursem w skokach narciarskich rozegranym po MŚ w Lahti był konkurs drużynowy we wspominanym Oslo. Był to zarazem pierwszy konkurs nowego tworu pod nazwą "Raw Air". Turniej polega na tym, że do noty zawodnika liczy się 16 skoków oddanych we wszystkich konkursach (nawet drużynowych) i kwalifikacjach tego mini-cyklu. Pomysł jest nawet ciekawy, ale na pewno wymaga poprawek, jak chociażby grafik zawodów, który sypie się od razu jak tylko pogoda zagrozi rozegraniu np. "prologu" (czyli kwalifikacji). W konkursie drużynowym błysnęli tym razem Austriacy. Drużyna prowadzona przez będącego w genialnej formie Stefana Krafta po prostu odleciała rywalom. Walko o 2 miejsce w zawodach trwała do końca - tym razem lepsi od Biało-czerwonych okazali się Niemcy. Polacy ostatecznie zakończyli rywalizację na 3 lokacie. Nasi reprezentanci skakali w składzie Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Maciej Kot. Najlepiej z wymienionej czwórki radził sobie tego dnia Piotr Żyła (132 oraz 132,5 metra). W konkursie indywidualnym sporą rolę odegrał wiatr, który pomimo, iż nie był mocny to bardzo często zmieniał swój kierunek. Odczuł to z pewnością Kamil Stoch. Lider PŚ zajmujący po I serii 5 miejsce (z niewielką stratą do podium), w swoim finałowym skoku musiał ratować się przed upadkiem. Stoch uzyskał tylko 114 metrów i ostatecznie zajął dopiero 22 miejsce. Tym samym Polak stracił koszulkę lidera PŚ na rzecz Stefana Krafta. Austriak zajmujący po pierwszej próbie 2 miejsce, "pozamiatał" rywali skokiem w II serii - 132 metry okazało się odległością zbyt dużą dla lidera po I serii, Niemca Andreasa Wellingera (127 metrów w finałowej próbie). Skład podium uzupełnił kolejny z Niemców Markus Eisenbichler. Kamil w wywiadach udzielanych po zawodach nie usprawiedliwiał swojego skoku trudnymi warunkami, lecz swoimi własnymi błędami. Polak ma świadomość, że jego forma nie jest już najwyższa i w walce z takim rywalem jak Kraft, szanse na Kryształową Kulę nie są wielkie. Pamiętajmy jednak, że skoki to sport, a w sporcie dzieją się różne rzeczy, dlatego aż do konkursów w Planicy niczego nie można być pewnym. Pozostali Biało-czerwoni spisali się poprawnie - Piotr Żyła zajął 9 miejsce, Maciej Kot był 11, a Dawid Kubacki 23. Nasi reprezentanci będą musieli uważać do samego końca sezonu, ponieważ forma rywali jest wysoka, a u nas widać pewne "zmęczenie materiału". Czy uda nam się obronić prowadzenie w Pucharze Narodów? Odpowiedź na to pytanie dadzą nam najbliższe konkursy.


Wyniki konkursu drużynowego:

1. Austria 999,7 pkt

2. Niemcy 987,2

3. Polska 986,7




 

Wyniki konkursu indywidualnego:

1. Stefan Kraft (Austria) 267,5 pkt

2. Andreas Wellinger (Niemcy) 258,6

3. Markus Eisenbichler (Niemcy) 244,1

 



 

Wyniki z innych zimowych aren:

Biathlon-Bieg na 7,5 km (K):

1. Laura Dahlmeier (Niemcy) 20.43,7 (0)

2. Tiril Eckhoff (Norwegia) +8,4 (0)

3. Anais Chevalier (Francja) +41,6 (0)


Biathlon-Bieg na 10 km (M):

1. Julian Eberhard (Austria) 23.11,1 (0)

2. Lowell Bailey (USA) +40,7 (0)

3. Martin Fourcade (Francja) +45,4 (2)


Biathlon-Bieg na 10 km (K):

1. Laura Dahlmeier (Niemcy) 27.58,0 (0)

2. Kaisa Makarainen (Finlandia) +1.12,6 (2)

3. Anais Bescond (Francja) +1.18,9 (1)


Biathlon-Bieg na 12,5 km (M):

1. Martin Fourcade (Francja) 31.24,2 (0)

2. Anton Szipulin (Rosja) +34,5 (0)

3. Julian Eberhard (Austria) +36,7 (3) 


Biathlon-Bieg na 7,5 km (K):

1. Tiril Eckhof (Norwegia) 19.18,4 (0)

2. Laura Dahlmeier (Niemcy) +18,3 (1)

3. Daria Domraczewa (Białoruś) +20,4 (0) 


Biathlon-Bieg na 10 km (M):

1. Martin Fourcade (Francja) 22.17,0 (1)

2. Ondrej Moravec (Czechy) +0,6 (0)

3. Emil Hegle Svendsen (Norwegia) +9,4 (0)

 

Biathlon-Bieg na 10 km (K):

1. Laura Dahlmeier (Niemcy) 29.54,4 (1)

2. Marie Dorin Habert (Francja) +16,5 (2)

3. Lisa Vittozzi (Włochy) +19,9 (1) 


Biathlon-Bieg na 12,5 km (M):

1. Arnd Peiffer (Niemcy) 30.35,0 (0)

2. Simon Eder (Austria) +0,3 (2)

3. Emil Hegle Svendsen (Norwegia) +2,3 (2)


10:18, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 marca 2017
PŚ Drammen 2017: Nilsson i Brandsdal wygrywają po mistrzostwach.

Pierwsze zawody Pucharu Świata w biegach narciarskich po przerwie spowodowanej MŚ w Lahti już za nami. Najlepsi w norweskim Drammen okazali się Szwedka Stina Nilsson oraz Norweg Eirik Brandsdal.

Justyna Kowalczyk, pomimo iż zawody w sprincie odbywały się jej ulubioną techniką klasyczną, nie stanęła na starcie. Udział w zawodach dość szybko zakończyła Marit Bjoergen. Norweska gwiazda MŚ w Lahti odpadła już na etapie ćwierćfinałów. Jeszcze dalej uplasowała się inna reprezentantka Norwegii Maiken Caspersen Falla - aktualna mistrzyni świata w sprincie nie przeszła nawet kwalifikacji, w których zajęła dopiero 31 miejsce. Jak widać Falla jeszcze świętuje niedawny sukces. W finałowym biegu Stina Nilsson o niespełna 0,5 sekundy wyprzedziła Finkę Kristę Parmakoski. Skład podium uzupełniła kolejna Szwedka - Hanna Falk. Zawiedzeni mogą się czuć na pewno gospodarze - najlepszą ich reprezentantką okazała się nieoczekiwanie Kathrine Rolsted Harsem, która zajęła 4 miejsce. Norwegowie wzięli jednak pełny rewanż w sprincie mężczyzn - 1 i 2 miejsce zajęli odpowiednio Eirik Brandsdal oraz Johannes Hoesflot Klaebo, a skład podium uzupełnił Rosjanin Siergiej Ustiugow (jedyny zawodnik spoza Norwegii w finale). Jedyny Polak w stawce - Maciej Staręga, odpadł w ćwierćfinale i zajął ostatecznie 26 miejsce.

 

 

Wyniki:

Sprint (K):

1. Stina Nilsson (Szwecja) 3.07,57

2. Krista Parmakoski (Finlandia) +0,42

3. Hanna Falk (Szwecja) +1,26

 

Sprint (M):

1. Eirik Brandsdal (Norwegia) 2.39,35

2. Johannes Hoesflot Klaebo (Norwegia) +2,55

3. Siergiej Ustiugow (Rosja) +3,28




Wyniki z innych zimowych aren:

Narciarstwo alpejskie-Superkombinacja (K):

1. Federica Brignone (Włochy) 1.56,09

2. Ilka Stuhec (Słowenia) +1,01

3. Michaela Kirchgasser (Austria) +1,16

 

Narciarstwo alpejskie-Zjazd (M):

1. Bostjan Kline (Słowenia) 1.29,20

2. Matthias Mayer (Austria) +0,19

3. Kjetil Jansrud (Norwegia) +0,20

 

Narciarstwo alpejskie-Supergigant (K):

1. Ilka Stuhec (Słowenia) 1.21,78

2. Elena Curtoni (Włochy) +1,00

3. Stephanie Venier (Austria) +1,09

 

Narciarstwo alpejskie-Zjazd (M):

1. Kjetil Jansrud (Norwegia) 1.47,63

2. Peter Fill (Włochy) +0,08

3. Beat Feuz (Szwajcaria) +0,14


Narciarstwo alpejskie-Superkombinacja (K):

1. Mikaela Shiffrin (USA) 2.07,16

2. Federica Brignone (Włochy) +0,70

3. Ilka Stuhec (Słowenia) +0.85


Narciarstwo alpejskie-Supergigant (M):

1. Peter Fill (Włochy) 1.32,83

2. Hannes Reichelt (Austria) +0,10

3. Erik Guay (Kanada) +0,23

 

Narciarstwo alpejskie-Zjazd (K):

1. Sofia Goggia (Włochy) 1.38,80

2. Lindsey Vonn (USA) +0,07

3. Ilka Stuhec (Słowenia) +0,23


Narciarstwo alpejskie-Slalom gigant (M):

1. Marcel Hirscher (Austria) 2.24,31

2. Leif Kristian Haugen (Norwegia) +0,46

3. Matts Olsson (Szwecja) +0,67


Narciarstwo alpejskie-Supergigant (K):

1. Sofia Goggia (Włochy) 1.20,35

2. Lindsey Vonn (USA) +0,04

3. Ilka Stuhec (Słowenia) +0,51


Narciarstwo alpejskie-Slalom (M):

1. Michael Matt (Austria) 1.48,26

2. Stefano Gross (Włochy) +0,30

3. Felix Neureuther (Niemcy) +0,46


Narciarstwo alpejskie-Slalom gigant (K):

1. Mikaela Shiffrin (USA) 2.16,42

2. Federica Brignone (Włochy) +0,07

3. Tessa Worley (Francja) +0,46


Narciarstwo alpejskie-Slalom (K):

1. Mikaela Shiffrin (USA) 1.39,48

2. Sarka Strachova (Czechy) +1,03

3. Bernadette Schild (Austria) +1,08


Narciarstwo alpejskie-Zjazd (M):

1. Dominik Paris (Włochy) 1.33,07

2. Peter Fill (Włochy) +0,08

3. Carlo Janka (Szwajcaria) +0,18


Narciarstwo alpejskie-Zjazd (K): 

1. Ilka Stuhec (Słowenia) 1.36,95

2. Lindsey Vonn (USA) +0,66

3. Sofia Goggia (Włochy) +1,03

 

Narciarstwo alpejskie-Supergigant (M):

1. Hannes Reichelt (Austria) 1.08,22

2. Dominik Paris (Włochy) +0,11

3. Mauro Caviezel (Szwajcaria) +0,33


Narciarstwo alpejskie-Supergigant (K):

1. Tina Weirather (Liechtenstein) 1.11,66

2. Ilka Stuhec (Słowenia) +0,45

3. Federica Brignone (Włochy) +0,36


23:13, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 marca 2017
HME w lekkoatletyce Belgrad 2017: Polacy europejskim hegemonem!

Ponad tydzień temu w Belgradzie zakończyły się 34 Halowe Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce. Biało-czerwoni zdobyli w stolicy Serbii aż 12 medali, z czego 7 było koloru złotego! Dzięki tym medalowym zdobyczom Polacy wygrali klasyfikację medalową HME!

Dobra passa naszych lekkoatletów trwa, przynajmniej w Europie. Po wygraniu klasyfikacji medalowej ME w Amsterdamie niecały rok temu, teraz nasi reprezentanci zdominowali rywalizację na HME w Belgradzie. Jak już wspomniałem Polacy z dorobkiem 12 medali (7 złotych, 1 srebrny, 4 brązowe) wyprzedzili w klasyfikacji medalowej Brytyjczyków (10 medali - 5 złotych, 4 srebrne, 1 brązowy) oraz Niemców (9 medali - 2 złote, 2 srebrne, 5 brązowych). W imprezie nie wystąpili Rosjanie, którzy są zawieszeni przez IAAF w związku z aferą dopingową. Ktoś powie, że HME to impreza mistrzowska o najniższej randze - zgadzam się, ale dobrze jest właśnie w taki sposób umacniać się na pozycji lidera na swoim kontynencie, po to aby w dalszych latach dokonywać ekspansji na zawodach ogólnoświatowych. Mocno wierzę w to, że te wyniki będą miały przełożenie na MŚ, które odbędą się za parę miesięcy w Londynie. Oczywiście nie wygramy tam klasyfikacji medalowej, ale nasi zawodnicy sprawią kilka niespodzianek i pokażą się z jak najlepszej strony. Czas powiedzieć coś więcej o naszych medalistach - w pierwszym dniu HME wszystkie oczy były zwrócone na Piotra Liska, który pod nieobecność Francuza Renauda Lavillenie był faworytem konkursu skoku o tyczce mężczyzn. Polak nie zawiódł i zdobył złoty medal. Brąz do naszego dorobku dorzucił jeszcze mistrz świata z Daegu (2011) - Paweł Wojciechowski. Drugi dzień zawodów zaczął się dla nas od brązowego medalu Sofii Ennaoui w biegu na 1500 metrów kobiet. To jak dotąd największy sukces w karierze 21-letniej zawodniczki. Bieg wygrała Brytyjka Laura Muir. Kolejnym medalem dla naszej reprezentacji było złoto Konrada Bukowieckiego w konkursie pchnięcia kulą mężczyzn. Następca Tomasza Majewskiego, za którym niestety do końca kariery będzie ciągnęła się niedawna afera dopingowa, pchnął kulę na odległość 21,97 metra, co jest najlepszym tegorocznym wynikiem na światowych listach, a także nowym rekordem Polski! Mam nadzieję, że Bukowiecki wyciągnie wnioski z niedawnych wydarzeń i pójdzie w ślady wspomnianego już Tomka Majewskiego. W biegu na 400 metrów kobiet brązowy medal zdobyła Justyna Święty, która musiała uznać wyższość Czeszki Zuzany Hejnovej oraz Francuzki Florii Guei. Wśród mężczyzn na tym samym dystansie srebro wywalczył Rafał Omelko. Polak popisał się fantastycznym finiszem i przegrał jedynie z Czechem Pavlem Maslakiem, którego nie zdołał już dogonić. Ostatni krążek tego dnia zdobył dla nas Marcin Lewandowski. Polak coraz częściej startuje na dystansie 1500 metrów i to właśnie w tym biegu okazał się bezkonkurencyjny. W ostatnim dniu HME Polacy potwierdzili swój prymat w Europie - swój 3 złoty medal na dystansie 800 metrów zdobył Adam Kszczot. Poprzednio Polak wygrywał w 2011 i 2013 roku. Na poprzednich HME bieg na tym dystansie wygrał wspomniany już Marcin Lewandowski. Kolejne złoto dorzucił do naszego dorobku Sylwester Bednarek w konkursie skoku wzwyż mężczyzn. Sensacyjny brązowy medalista MŚ w Berlinie z 2009 roku po 8 latach w końcu o sobie przypomniał. Dobrze zapowiadającą się karierę Bednarka zahamowały w znacznym stopniu kontuzje, ale jak widać Polak nie poddał się i znów możemy mówić o nim, jak o zawodniku na miarę podium wielkich lekkoatletycznych imprez. Brązowy medal w biegu na 60 metrów kobiet zdobyła Ewa Swoboda. Nasza zaledwie 20-letnia zawodniczka z Żor osiągnęła pierwszy naprawdę duży sukces w karierze seniorskiej. Ze względu na swój charakter i sposób bycia, Swoboda może być prawdziwą gwiazdą naszej lekkoatletyki. Mam tylko nadzieję, że tzw. "zausznicy", którzy z pewnością się pojawią, nie spaprzą jej kariery. Ostatnim akcentem belgradzkich HME był złote medale naszych sztafet 4 x 400 metrów (kobieca w składzie Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub, Iga Baumgart i Justyna Święty oraz męska w składzie Kacper Kozłowski, Łukasz Krawczuk, Przemysław Waściński, Rafał Omelko).




 

Wyniki medalowych konkurencji Polaków:

skok o tyczce (M):

1. Piotr Lisek (Polska) 5,85

2. Konstandinos Filipidis (Grecja) 5,85

3. Paweł Wojciechowski (Polska) 5,85

 

1500 m (K):

1. Laura Muir (W. Brytania) 4.02,39

2. Konstanze Klosterhalfen (Niemcy) 4.04,45

3. Sofia Ennaoui (Polska) 4.06,59

 

pchnięcie kulą (M):

1. Konrad Bukowiecki (Polska) 21,97

2. Tomas Stanek (Czechy) 21,43

3. David Storl (Niemcy) 21,30

 

400 m (K):

1. Floria Guei (Francja) 51,90

2. Zuzana Hejnova (Czechy) 52,42

3. Justyna Święty (Polska) 52,52

 

400 m (M):

1. Pavel Maslak (Czechy) 45,77

2. Rafał Omelko (Polska) 46,08

3. Liemarvin Bonevacia (Holandia) 46,26


1500 m (M):

1. Marcin Lewandowski (Polska) 3.44,82

2. Kalle Berglund (Szwecja) 3.45,56

3. Filip Sasinek (Czechy) 3.45,89

 

800 m (M):

1. Adam Kszczot (Polska) 1.48,87

2. Andreas Bube (Dania) 1.49,32

3. Alvaro de Arriba (Hiszpania) 1.49,68


skok wzwyż (M):

1. Sylwester Bednarek (Polska) 2,32

2. Robbie Grabarz (Wielka Brytania) 2,30

3. Pawieł Sieliwierstau (Białoruś) 2,27


60 m (K):

1. Asha Philip (Wielka Brytania) 7,06

2. Ołesia Powch (Ukraina) 7,10

3. Ewa Swoboda (Polska) 7,10


4x400 m (K):

1. Polska 3.29,94

2. Wielka Brytania 3.31,05

3. Ukraina 3.32,10

 

4x400 m (M):

1. Polska 3.06,99

2. Belgia 3.07,80

3. Czechy 3.08,60

 

sobota, 11 marca 2017
MŚ w narciarstwie klasycznym Lahti 2017: Brązowy Żyła i złota drużyna!!! Czyli udany koniec mistrzostw-Dzień 8-11.

Mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym w Lahti za nami. Biało-czerwoni wrócą z Finlandii z 2 medalami - brązem Piotra Żyły oraz złotem polskiej drużyny skoczków. Można zatem śmiało powiedzieć, że końcówka mistrzostw należała do nas.

Zanim jednak o skokach, na początku 8 dnia mistrzostw rozegrano bieg sztafetowy kobiet. Nie trudno było przewidzieć, że złoto znów powędruje do Norwegii. Tak też się stało - Marit Bjoergen i spółka okazała się lepsza od sztafet Szwecji i Finlandii. Polki ukończyły rywalizację na 8 miejscu. Tym samym swój udział w MŚ zakończyła Justyna Kowalczyk. Później wreszcie nadszedł czas konkursu indywidualnego w skokach narciarskich na dużej skoczni. Tym razem nasi reprezentanci nie byli stawiani w roli faworytów do złota, ponieważ zarówno Austriak Stefan Kraft jak i Niemiec Andreas Wellinger prezentowali lepszą formę od Polaków. Niestety powyższe przewidywania się sprawdziły - Kraft prowadził po I serii (127,5 metra) tuż przed Wellingerem (127,5 metra) oraz Andreasem Stjernenem (129,5 metra), który nieoczekiwanie włączył się do walki o medale. Na 4 miejscu plasował się Kamil Stoch, który choć skoczył tyle samo co Austriak i Niemiec to znów dostał zaniżone noty za styl. Za plecami Kamila znaleźli się Dawid Kubacki (świetny skok na 128,5 metra) oraz Piotr Żyła (127,5 metra). Trzej wymienieni Polacy tracili niewiele punktów do lidera, ale patrząc na fakt, iż Kraft na tych MŚ był bardzo "ciągnięty za uszy" przez sędziów, o złoto było piekielnie trudno. W serii finałowej jako pierwszy zaatakował Maciej Kot - Polak, który po I serii plasował się na 12 miejscu, skoczył 126,5 metra i ostatecznie zakończył konkurs na 6 miejscu. Piękny skok oddał Piotr Żyła - 131 metrów to była odległość dająca realne podstawy do myślenia o medalu. Poprzeczka ustawiona przez Żyłę okazała się za wysoka dla Dawida Kubackiego (spadł na 8 miejsce) oraz Kamila Stocha (spadł na 7 lokatę). Dla aktualnego lidera PŚ mistrzostwa świata w Lahti pod kątem indywidualnym okazały się porażką - 4 i 7 miejsce to nie są pozycje fatalne, ale z pewnością niesatysfakcjonujące podwójnego mistrza olimpijskiego. Widocznie szczyt formy Kamila przypadł na TCS oraz konkursy styczniowe. Wyzwaniem dla Stocha będzie teraz obrona żółtej koszulki lidera PŚ, ponieważ Kraft znajduje się w takiej formie, że ciężko będzie Polakowi odeprzeć jego frontalne ataki. Na szczęście dla Kamila w programie MŚ znajdował się jeszcze konkurs drużynowy, ale o tym później. Skok Piotra Żyły okazał się zbyt daleki również dla Stjernena. Norweg ostatecznie zakończył rywalizację na 4 miejscu. Wellinger skacząc 129 metrów wyprzedził Żyłę i rzucił wyzwanie Kraftowi. Austriak skoczył 1,5 metra bliżej, ale znów okazał się najlepszy dzięki zawyżonym notom za styl i bonusowym punktom za niekorzystny wiatr. Nie jest to tylko polski punkt widzenia, ponieważ sam Wellinger przyznał po konkursie, że czuje się w tej sytuacji lekko pokrzywdzony. Kraftowi na pewno nie można odmówić tego, że skakał naprawdę świetnie, ale okoliczności zdobycia tego złota będą pewną rysą na pomniku, który wybudował sobie Austriak. Kraft stał się 5 skoczkiem w historii, który na jednych mistrzostwach zdobył indywidualnie 2 złote medale (do tego grona należy m.in. Adam Małysz). Nam pozostała ogromna radość po brązowym medalu Żyły. Ten krążek naprawdę sporo kosztował Piotrka - Polak długo nie mógł dojść do siebie po tym ogromnym sukcesie. Na szczęście do konkursu drużynowego wszystko wróciło do normy. W 9 dniu MŚ rozegrano bieg sztafetowy mężczyzn. Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami zwyciężyła reprezentacja Norwegii przed Rosją i Szwecją. Drugą rozegraną tego dnia konkurencją były drużynowe zawody w kombinacji norweskiej (bieg + skoki na skoczni HS-130). Kolejne złoto przypadło w udziale reprezentacji Niemiec. Do zwycięstwa naszych zachodnich sąsiadów poprowadził duet Johannes Rydzek oraz Eric Frenzel. Tym samym Rydzek zdobył swoje 4 złoto w Lahti i stał się obok Marit Bjoergen największą gwiazdą tegorocznego czempionatu. Łącznie Rydzek wywalczył w swojej karierze 11 medali MŚ (6 złotych, 4 srebrne, 1 brązowy). Nie gorzej wypada w porównaniu do niego Eric Frenzel, który w Lahti zdobył 2 złote i 1 srebrny medal. Łącznie Frenzel może pochwalić się 12 krążkami MŚ (5 złotych, 5 srebrnych i 2 brązowe). Niepodważalnym faktem jest to, iż Niemcy totalnie zdominowali rywalizację w kombinacji norweskiej. Wracając i zamykając temat Marit Bjoergen - Norweżka wygrała bieg na 30 kilometrów techniką dowolną i tym samym zdobyła swoje 4 złoto w Lahti. Łącznie Bjoergen podczas swoich dotychczasowych startów w MŚ uzbierała 26 medali - mistrzynią świata była 18 razy, a do tego dorzuciła jeszcze 5 srebrnych i 3 brązowe krążki. Norweżka jest najbardziej utytułowaną zawodniczką w historii MŚ w narciarstwie klasycznym - takie są fakty. Czy coś się zmieni w tym aspekcie, okaże się zapewne w ciągu kilku najbliższych lat. Drugą konkurencją rozegraną 10 dnia MŚ był wyczekiwany przez nas konkurs drużynowy w skokach narciarskich. O ile indywidualnie mogliśmy czuć niedosyt to w drużynie wszyscy nastawiali się na złoto. Podopieczni Stefana Horngachera zaczęli wybornie - Piotr Żyła skoczył 130,5 metra z obniżonego rozbiegu i ustawił nas na 1 miejscu już na starcie. Kolejni zawodnicy przechodzili samych siebie - Dawid Kubacki w pięknym stylu zaliczył lot na 129 metr, Maciej Kot poszybował na odległość 130,5 metra, a Kamil Stoch powtórzył tą odległość. Regularni jak w szwajcarskim zegarku Polacy pewnie prowadzili po I serii. To było jednak zbyt piękne, by miało skończyć się tak łatwo. W II serii znać o sobie dał wiatr. O ile jeszcze Piotr Żyła, skacząc 123 metry, nie mógł mieć pretensji do warunków, o tyle Dawid Kubacki przeżywał prawdziwy roller-coaster. Polak 3-krotnie był sadzany na belce startowej z powodu fatalnych warunków wietrznych. Na szczęście Dawid wytrzymał presję i uzyskał 119,5 metra, co w tych warunkach było bardzo dobrą próbą. To chyba właśnie on był bohaterem tego konkursu. Świetną próbę w grupie Kubackiego oddał Norweg Johann Andre Forfang - 138 metrów przy "huraganie" pod narty oznaczało nowy rekord skoczni. Rywale dwoili się i troili, ale tego dnia na Biało-czerwonych nie było mocnych. Maciej Kot utrzymał nasze prowadzenie (121,5 metra), a kropkę nad "i" postawił Kamil Stoch (124,5 metra). Tym samym Polacy po raz pierwszy w historii zdobyli złoto w "drużynówce"!!! Coś, co jeszcze sezon temu wydawało się nieprawdopodobne, teraz jest faktem. To tylko pokazuje jak dobrą pracę wykonuje Stefan Horngacher wraz z całą ekipą z naszego sztabu. Swoją "cegiełkę" do tego sukcesu dołożył również Adam Małysz, który namówił Horngachera do pracy w Polsce. Wszystkim z naszej drużyny należą się ogromne brawa i gratulacje! Pozostałe miejsca na podium konkursu drużynowego zajęli Norwegowie i Austriacy. Zdobywając brązowy medal, Stefan Kraft zakończył tegoroczne MŚ z 4 medalami (2 złote, 1 srebrny i 1 brązowy). To właśnie Austriak był indywidualnie największą gwiazdą MŚ w skokach. My mamy jednak złotą drużynę i nie zamienimy jej za żadne skarby! Ostatnim akordem MŚ w Lahti był bieg na 50 kilometrów stylem dowolnym mężczyzn - 11 dzień czempionatu okazał się szczęśliwy dla Alexa Harvey'a. Kanadyjczyk nieoczekiwanie okazał się lepszy od Rosjanina Siergieja Ustiugowa oraz Fina Mattiego Heikkinena. Pomimo, iż Panowie rywalizowali na dystansie 50 kilometrów to kwestia zwycięstwa rozstrzygnęła się dopiero podczas sprinterskiego finiszu. Klasyfikację medalową MŚ w Lahti wygrała Norwegia (18 medali - 7 złotych, 6 srebrnych, 5 brązowych) przed świetnie dysponowanymi Niemcami (11 medali - 6 złotych, 3 srebrne, 2 brązowe) i Rosją (6 medali - 2 złote, 4 srebrne). Polacy zakończyli zmagania na 7 miejscu, a ich dorobek zamknął się na liczbie 2 krążków (wspominane złoto i brąz). Gospodarzem kolejnych MŚ w 2019 roku będzie austriackie Seefeld.


Wyniki 8 dnia:

Sztafeta (K):

1. Norwegia (Falla, Weng, Jacobsen, Bjoergen) 52.21,5

2. Szwecja (Haag, Kalla, Andersson, Nilsson) +1.01,6

3. Finlandia (Saarinen, Niskanen, Mononen, Parmakoski) +1.02,1





Skoki HS-130 (M):

1. Stefan Kraft (Austria) 279,3 pkt

2. Andreas Wellinger (Niemcy) 278,0

3. Piotr Żyła (Polska) 276,7

 



 

Wyniki 9 dnia:

Sztafeta (M):

1. Norwegia (Toenseth, Dyrhaug, Sundby, Krogh) 1:37.20,1

2. Rosja (Larkow, Biessmertnych, Czerwotkin, Ustiugow) +4,6

3. Szwecja (Rickardsson, Olsson, Hellner, Halfvarsson) +2.31,8

 



 

Kombinacja norweska drużynowo (bieg+skoki HS-130):

1. Niemcy (Frenzel, Rydzek) 29.01,8

2. Norwegia (Moan, Krog) +1,0

3. Japonia (Y. Watabe, A. Watabe) +10,2

 



 

Wyniki 10 dnia:

Bieg na 30 km (K):

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 1:08.36,8

2. Heidi Weng (Norwegia) +1,9

3. Astrid Jacobsen (Norwegia) +1,9

 



 

Skoki HS-130 drużynowo:

1. Polska (Żyła, Kubacki, Kot, Stoch) 1104,2 pkt

2. Norwegia (Fannemel, Forfang, Tande, Stjernen) 1078,5

3. Austria (Hayboeck, Fettner, Schlierenzauer, Kraft) 1068,9

 



 

Wyniki 11 dnia:

Bieg na 50 km (M):

1. Alex Harvey (Kanada) 1:46.28,9

2. Siergiej Ustiugow (Rosja) +0,6

3. Matti Heikkinen (Finlandia) +1,4

 



 

09:14, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 marca 2017
MŚ w narciarstwie klasycznym Lahti 2017: Justyna nie dała rady. Bjoergen deklasuje-Dzień 4-7.

Kolejne dni MŚ w narciarstwie klasycznym w Lahti za nami. Znów najgłośniej jest o Marit Bjoergen, która zdobyła kolejne złoto, tym razem w biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym. Justyna Kowalczyk w swojej koronnej konkurencji ostatecznie zajęła 8 miejsce.

Zanim jednak o tym biegu - w 4 dniu MŚ rozegrano sprinty drużynowe. Dokładnie 2 lata temu w Falun niespodziewanie nasza drużyna w składzie Justyna Kowalczyk i Sylwia Jaśkowiec sięgnęła po brąz. Tym razem nasz team z Justyną Kowalczyk w parze z Eweliną Marcisz zajął dopiero 9 miejsce. Wygrały oczywiście Norweżki. Heidi Weng i Maiken Caspersen Falla na mecie wyprzedziły ekipy Rosji oraz USA. Wśród mężczyzn skład medalistów zdeterminował upadek Norwega Emila Iversena i Fina Iivo Niskanena. Obaj Panowie tak bardzo walczyli o prowadzenie, że zaliczyli upadek, który skrzętnie wykorzystali zarówno Rosjanin Siergiej Ustiugow, jak i Włoch Federico Pellegrino. Ostatecznie to właśnie Rosjanie zdobyli złoto, a Włochom przypadł w udziale srebrny medal. Brąz zdobyli Finowie, ale to chyba tylko dlatego, że Niskanen trochę szybciej pozbierał się po upadku. W konkursie drużynowym kombinacji norweskiej (bieg + skoki na HS-100) nie było mocnych na Niemców. Należałoby się zastanowić nad zmianą nazwy tej dyscypliny na "kombinacja niemiecka", ponieważ w ostatnich latach zawodnicy naszych zachodnich sąsiadów po prostu rządzą i dzielą między sobą wszystkie najważniejsze trofea. Ostatnią konkurencją rozegraną w tym dniu były skoki drużyn mieszanych. Szkoda, że jeszcze bez udziału Biało-czerwonych, ale mam nadzieję, że już na kolejnych MŚ się to zmieni. Kolejny raz w tych mistrzostwach triumfowała reprezentacja Niemiec. To tylko pokazuje jak mocni są Niemcy we wszystkich konkurencjach klasycznych, a z bardzo dobrej strony prezentują się przecież również w biathlonie (przypomnijmy choćby ostatnie wyczyny Laury Dahlmeier), czy też w narciarstwie alpejskim. W zwycięskim składzie Niemców znalazł się m.in. Andreas Wellinger, dla którego był to już 2 medal tych MŚ (wcześniej zdobył srebro w konkursie indywidualnym na skoczni normalnej), Markus Eisenbichler, który pewnie nie przypuszczał, że po 2 rozegranych konkurencjach w skokach będzie miał na swoim koncie 2 medale (brąz i złoto) oraz Carina Vogt, która może wracać z Lahti spełniona w 100% (złoto indywidualnie i w konkursie drużyn mieszanych). Zadowolony może być również Stefan Kraft - Austriak poprowadził swoją reprezentację do srebrnego medalu (to 2 medal Krafta w Lahti, który wcześniej zdobył złoto w konkursie indywidualnym na skoczni normalnej). Tradycyjnie swoje chwile w tym konkursie mieli Japończycy, którzy od kiedy na MŚ rozgrywane są konkursy mieszane nie schodzą z podium. Dzień 5 na mistrzostwach był dniem przerwy od rywalizacji. W kolejnym dniu na starcie biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym stanęła Justyna Kowalczyk. Niestety Polka ukończyła rywalizację dopiero na 8 miejscu. Na więcej nie było jej stać. Musimy się pogodzić z tym, że dawnej Justyny już nie ma i nie wróci. Cieszmy się jej występami, bo dopóki nie zakończyła kariery biegi narciarskie są jeszcze w Polsce zauważalne. Zawody wygrała Marit Bjoergen. Norweżka powróciła na tron rywalizacji na dystansie 10 kilometrów "klasykiem po 6 latach (ostatnie złoto w tej konkurencji zdobyła w Oslo w 2011 roku). Dla Bjoergen jest to już 2 złoto w Lahti, a 16-ste w ogóle na MŚ. Łącznie jej licznik medali światowego czempionatu zatrzymał się na liczbie 24. Nie mam już sił pisać o kontrowersjach wokół jej osoby. Czas pokaże, czy faktycznie mamy do czynienia z oszustwem na miarę Lance'a Armstronga. Obrończyni tytułu sprzed 2 lat z Falun - Szwedka Charlotte Kalla tym razem musiała zadowolić się 2 miejscem. W rywalizacji mężczyzn, która odbywała się dzień później, najlepszy okazał się Iivo Niskanen. Na dystansie 15 kilometrów "klasykiem" Fin pokonał najgroźniejszego pretendenta do złota - Norwega Martina Johnsruda Sundby'ego. Dla Finów to najpiękniejszy dzień MŚ - pierwsze złoto i to na dodatek w biegach, gdzie ich reprezentant bije groźnych Norwegów. Ogromne gratulacje dla "Suomi"! Ostatnią konkurencją 7 dnia MŚ były indywidualne zawody w kombinacji "niemieckiej" - swoje 3 złoto w Lahti wywalczył Johannes Rydzek. Niemiec zgłasza poważne aspiracje do walki o tytuł największej gwiazdy mistrzostw. Dla Rydzeka jest to już 10 medal MŚ w karierze (5 złotych, 4 srebrne i 1 brązowy).


Wyniki 4 dnia:

Sprint drużynowy (K):

1. Norwegia (Weng, Falla) 20.20,56

2. Rosja (Biełorukowa, Matwiejewa) +5,56

3. USA (Bjornsen, Diggins) +18,38


 

Sprint drużynowy (M):

1. Rosja (Kriukow, Ustiugow) 17.40,69

2. Włochy (Noeckler, Pellegrino) +2,14

3. Finlandia (Jauhojaervi, Niskanen) +8,64

 


Kombinacja norweska drużynowo (bieg+skoki HS-100):

1. Niemcy (Kircheisen, Frenzel, Riessle, Rydzek) 47.57,3 

2. Norwegia (Moan, Kokslien, Krog, Graabak) +41,7

3. Austria (Gruber, Seidl, Orter, Gerstgraser) +1.03,7

 

 

Skoki HS-100-konkurs mieszany:

1. Niemcy (Vogt, Eisenbichler, Wuerth, Wellinger) 1035,5 pkt

2. Austria (Iraschko-Stolz, Hayboeck, Seifriedsberger, Kraft) 999,3

3. Japonia (Takanashi, Takeuchi, Y. Ito, D. Ito) 979,7

 



 

Wyniki 6 dnia:

Bieg na 10 km (K):

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 25.24,9

2. Charlotte Kalla (Szwecja) +41,5

3. Astrid Uhrenholdt Jacobsen (Norwegia) +55,5

 



 

Wyniki 7 dnia:

Bieg na 15 km (M):

1. Iivo Niskanen (Finlandia) 36.44,0

2. Martin Johnsrud Sundby (Norwegia) +17,9

3. Niklas Dyrhaug (Norwegia) +31,3

 



 

Kombinacja norweska (bieg+skoki HS-130):

1. Johannes Rydzek (Niemcy) 26.41,6

2. Akito Watabe (Japonia) +4,8

3. Francois Braud (Francja) +13,0

 




15:28, kaspa225 , Zimowe
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 98
Zakładki:
Ulubione