dla wszystkich fanatyków sportu i nie tylko.....
poniedziałek, 10 lipca 2017
DPŚ 2017: Polska husaria znów nie do zatrzymania!

Polscy żużlowcy obronili w Lesznie Drużynowy Puchar Świata w jeździe na żużlu! Polacy powtórzyli wyczyn sprzed roku i nie pozostawili żadnych złudzeń swoim rywalom.

Podopieczni trenera Marka Cieślaka wystąpili w składzie: Patryk Dudek, Maciej Janowski, Piotr Pawlicki i Bartosz Zmarzlik. Trener Biało-czerwonych pokazał tym samym, że nie zamierza poddać się krytyce i postawił na zawodników aktualnie występujących w cyklu GP. W przyszłości radziłbym mieć więcej zaufania do trenera, bo przecież nie raz udowodnił, że potrafi poprowadzić naszą ekipę do sukcesów. Wobec zaskakującej porażki Duńczyków w rozgrywanym w szwedzkim Vaestervik półfinale DPŚ oraz nieobecności Taia Woffindena w szeregach Brytyjczyków, najgroźniejszym rywalem Polaków w finale miała być reprezentacja Szwecji z Antonio Lindbaeckiem na czele. Tak też było - po pierwszej serii zawodów Szwedzi tracili tylko 1 punkt do naszych reprezentantów. Na szczęście nasi młodzi zawodnicy w kolejnej odsłonie zmagań zaprezentowali się wręcz znakomicie (komplet zwycięstw) i po drugiej serii Polacy prowadzili już z przewagą 6 punktów nad reprezentacją "Trzech Koron". Trzecia seria głównie za sprawą wspomnianego Lindbaecka, który świetnie wystąpił w roli dżokera, przywróciła Szwedom wiarę w zwycięstwo - ich strata do Polaków zmalała do zaledwie 2 punktów. Kontra Biało-czerwonych była jednak zabójcza - w czwartej serii wygraliśmy 3 razy (Zmarzlik, Pawlicki, Janowski) i raz zajęliśmy 2 miejsce (Patryk Dudek). Jeszcze przed finałową rundą mieliśmy 5 punktów przewagi nas Szwedami. Oficjalnie sprawę mistrzostwa rozstrzygnął Maciej Janowski wygrywając bieg nr 18. Szwedzi pomimo fantastycznej postawy Lindbaecka (20 punktów w zawodach) musieli zadowolić się srebrnym medalem. Brąz przypadł w udziale reprezentacji Rosji. Polacy zdobywając złoto w Lesznie sięgnęli po swój 13 tytuł mistrzów świata łącznie z rozgrywanymi wcześniej Drużynowymi Mistrzostwami Świata. W dalszym ciągu liderem wszechczasów są Duńczycy, którzy jak dotąd wywalczyli 15 złotych krążków. Jestem jednak pewien, że już niedługo to nasza "husaria" będzie najlepsza w historii!


Wyniki:

1. Polska 50 pkt

2. Szwecja 42

3. Rosja 18

 



 

niedziela, 09 lipca 2017
ME koszykarek 2017: Złota Hiszpania powraca!

Wielokrotnie pisałem o talencie nacji hiszpańskiej do gier zespołowych. Na ME koszykarek, które rozgrywane były ostatnio w Czechach, po raz kolejny zabłysnęły Hiszpanki zdobywając swój 3 tytuł mistrzyń Europy.

Koszykarki z Półwyspu Iberyjskiego po dwóch zwycięstwach w grupie (z Węgierkami i Ukrainkami) dały trochę radości gospodarzom, ponieważ przegrały ostatni mecz grupowy z Czeszkami w stosunku 63:67. Porażka ta nie miała wpływu na pozycję podopiecznych trenera Lucasa Mondelo, ponieważ Hiszpanki wygrały grupę i awansowały bezpośrednio do ćwierćfinału. Tam ich rywalem była Łotwa, która nie okazała się być trudną przeszkodą do przejścia. W półfinale "La Roja" pokonała rewelacyjną na tym turnieju Belgię i tym samym awansowała do wielkiego finału. Jeszcze lepiej spisał się w przekroju całego turnieju finałowy rywal Hiszpanii, czyli Francja. Francuzki w grupie wygrały kolejno ze Słowenią, Serbią i Grecją, a następnie w fazie pucharowej ze Słowacją i ponownie z Grecją. Mecz o 3 miejsce był szansą zarówno dla Greczynek, jak i Belgijek na zdobycie swojego pierwszego w historii medalu ME. Swoją historyczną szansę lepiej wykorzystały reprezentantki Belgii - lepiej grały pod tablicami, zaliczały więcej asyst, miały mniej strat, a przede wszystkim wyżej punktowały. Ostatecznie wygrały w stosunku 78:45. Najwięcej punktów wśród Belgijek zaliczyła Kim Mestdagh (18). Faworytem wielkiego finału była Hiszpania, ale Francuzki miały ochotę na przełamanie swojej złej passy w ostatnich finałach. W 2013 roku "Trójkolorowe" przegrały właśnie z Hiszpankami, a w ostatniej edycji, czyli w roku 2015, uległy w finale Serbkom. W sumie Francuzkom nigdy nie szło łatwo w finałach ME, ponieważ na 7 takich spotkań tylko 2 z nich zakończyły się ich zwycięstwem. Mecz finałowy rozgrywany w praskiej O2 Arenie stał na wysokim poziomie - Hiszpanki grały w nim jednak dynamiczniej w ataku, miały przewagę w walce pod tablicami i lepiej broniły oraz trafiały z większą skutecznością z dystansu. To wszystko sprawiło, że "Trójkolorowe" nie miały większych szans na nawiązanie wyrównanej rywalizacji z Hiszpankami. Do sukcesu w finale reprezentację Hiszpanii poprowadził duet Alba Torrens – Sancho Lyttle. Ta pierwsza uzyskała 18 punktów, a jej dobra gra w całym turnieju sprawiła, że została wybrana MVP Eurobasketu. Druga natomiast w finałowym starciu zaliczyła 19 punktów i 8 zbiórek walnie przyczyniając się do zdobycia 3 złota przez swoją drużynę. Dla Hiszpanii - Francja to wyjątkowo sprzyjający rywal, ponieważ wszystkie 3 tytuły mistrzyń Europy reprezentantki Hiszpanii zdobywały po starciach właśnie z "Tricolores". Francuzki natomiast znów musiały zadowolić się srebrnym medalem (6 w historii).


Mecz o 3 miejsce:

Belgia–Grecja 78:45 (24:15, 16:14, 21:7, 17:9)

 

 

Finał:

Hiszpania–Francja 71:55 (21:18, 18:12, 17:10, 15:15)

 


czwartek, 06 lipca 2017
Wielki sport za oceanem-Puchar Stanleya 2017: Tytuł obroniły "Pingwiny"! Finał NBA 2017: Kevin Durant gwarantem Golden State.

Za oceanem wszystko jest większe, a w szczególności widowiska sportowe. Za nami kolejne edycje finałów lig NBA oraz NHL. Tym razem nie było niespodzianek i po tytuły sięgnęły uznane "firmy".

Tradycyjnie zacznijmy od NHL - do wielkiego finału Pucharu Stanleya dostały się ekipy Pittsburgh Penguins, czyli obrońcy tytułu oraz Nashville Predators, dla których był to najlepszy sezon w ich zaledwie 19-letniej historii. Faworyt w decydującym starciu mógł więc być tylko jeden. Dwa pierwsze spotkania padły łupem hokeistów z Pittsburgha, ale rywale nie zamierzali się poddawać i doprowadzili do stanu 2-2. Piąte spotkanie znów wygrali obrońcy tytułu i od wzniesienia trofeum dzielił ich zaledwie jeden mecz. W decydującym starciu obie drużyny długo nie mogły skierować krążka do bramki przeciwnika. Udało się to dopiero pod koniec 3 tercji zawodnikowi "Pingwinów" - Szwedowi Patricowi Hornqvistowi. Kiedy walczący o remis Predators wycofali bramkarza, inny Szwed - Carl Hagelin ustalił wynik spotkania strzałem do pustej bramki. Tak oto "Pingwiny" obroniły Puchar Stanleya wywalczony przed rokiem. Dla hokeistów z Pittsburgha jest to już 5 trofeum w historii. Na MVP finałów wybrano zawodnika zwycięskiej drużyny - Kanadyjczyka Sydney'a Crosby'ego. Dla Crosby'ego to 3 w karierze Puchar Stanleya (wszystkie zdobyte w barwach Pittsburgh Penguins - 2009, 2016, 2017). Dodatkowo nagroda MVP, czyli tzw. Conn Smythe Trophy trafiła w ręce Crosby'ego już po raz drugi z rzędu. Liczba "2" jest charakterystyczna dla tego sezonu, ponieważ trener "Pingwinów" - Mike Sullivan jest pierwszym "Jankesem", któremu udało się podnieść Puchar Stanleya dwukrotnie.

 



 

W wielkim finale play-off NBA po raz trzeci z rzędu widzieliśmy starcia Golden State Warriors z Cleveland Cavaliers. Po ubiegłorocznej niespodziewanej porażce z Cleveland (od stanu 3-1 do 3-4) zespół Warriors zasilił m.in. Kevin Durant, który przez 9 sezonów grał w barwach Oklahoma City Thunder. Jak się później okazało przenosiny Duranta do Oakland były strzałem w "10". Jego bardzo dobra forma w fazie play-off oraz duże wsparcie ze strony całego zespołu przełożyło się na finałowe starcia - Warriors po 4 spotkaniach prowadzili 3-1. W tym roku już nikt nie powiedział, że zwycięstwo nr 4 będzie dla Warriors formalnością. Powtórki z ubiegłego sezonu jednak nie było - w meczu nr 5 Durant zdobył 39 punktów, dołożył do tego 7 zbiórek i 5 asyst, a na równie dobrym poziomie zaprezentował się Stephen Curry "wykręcając" wynik 34 punktów, 10 asyst, 6 zbiórek i 3 przechwytów. Jeśli dołożymy do tego choćby 20 punktów, które zdobył rezerwowy Andre Iguodala ukazuje nam się prawdziwy potwór jakim w tym sezonie była ekipa Steve'a Kerra. Chociaż w decydującym starciu dla Cleveland robił co mógł Le Bron James (41 punktów, 13 zbiórek, 8 asyst) to ostatecznie zabrakło mu po prostu wsparcia kolegów z drużyny. MVP finałów zupełnie zasłużenie został wspomniany już niejednokrotnie Kevin Durant. Dla Golden State to 5 mistrzostwo NBA w historii (1947, 1956, 1975, 2015, 2017). Tyle samo triumfów ma na swoim koncie San Antonio Spurs. Lepsze od tych dwóch ekip jest tylko Chicago Bulls (6 tytułów), Los Angeles Lakers (16 tytułów) oraz Boston Celtics (17 tytułów).

 

 

 

środa, 28 czerwca 2017
French Open 2017: Łotewska sensacja i "La Decima" Nadala.

Za nami drugi wielkoszlemowy turniej tenisowy w tym roku - na kortach im. Rolanda Garrosa rozegrano kolejną edycję French Open. Wśród Pań byliśmy świadkami triumfu zaledwie 20-letniej Jeleny Ostapenko z Łotwy, natomiast wśród Panów swoje 10-te zwycięstwo w turnieju zaliczył Hiszpan Rafael Nadal.

Wobec nieobecności Amerykanki Sereny Williams, która oczekuje narodzin dziecka, szanse na wygranie French Open przez pozostałe zawodniczki w stawce znacznie wzrosły. Niestety znów nie popisała się Niemka Angelique Kerber, która odpadła już w I rundzie turnieju. Napisałem "znów", ponieważ w styczniowym Australian Open Kerber również nie zaszła daleko, bo tylko do IV rundy. Ewidentnie jesteśmy świadkami kryzysu formy tej zawodniczki. Nie najlepiej prezentuje się także Hiszpanka Garbine Muguruza, która w Australian Open odpadła w ćwierćfinale, a teraz zakończyła swój udział w grze na IV rundzie. Tradycyjnie niezłej "drabinki" nie wykorzystała nasza Agnieszka Radwańska, przegrywając już w III rundzie z Francuzką Alize Cornet (2:6, 1:6). Eksperci nastawiają się na dobry występ Polki w Wimbledonie, ja jednak podchodzę do tego tematu bardzo sceptycznie i nie liczę na to, że Radwańska zamelduje się choćby w ćwierćfinale. Obym się mylił. Warto w tym miejscu podkreślić dobrą postawę innej naszej reprezentantki - Magdy Linette, która przegrała na tym samym etapie turnieju z Ukrainką Eliną Switoliną. Swoją okazję na dobry występ na kortach Rolanda Garrosa wykorzystała z pewnością Rumunka Simona Halep, która awansowała do wielkiego finału, wygrywając po drodze m.in. ze wspomnianą już Switoliną (ćwierćfinał) oraz Czeszką Karoliną Pliskovą (półfinał). Oba te mecze Rumunka wygrywała po 3 setowych starciach. Prawdziwą rewelacją turnieju była natomiast Łotyszka Jelena Ostapenko. Zawodniczka nr 47 rankingu WTA szła na French Open jak burza. Ostapenko w II rundzie odprawiła z kwitkiem mistrzynię olimpijską z Rio - Portorykankę Monicę Puig (6:3, 6:2), w IV rundzie w 3 setach uporała się z Australijką Samantą Stosur (2:6, 6:2, 6:4), w ćwierćfinale również po 3 setowej walce pokonała Dunkę Caroline Wozniacki (4:6, 6:2, 6:2), a w półfinale wyeliminowała kolejną rewelację turnieju - Szwajcarkę Timeę Bacsinszky (7:6, 3:6, 6:3). Jak widać podobnie jak w przypadku Simony Halep droga Łotyszki do finału wcale nie była usłana różami, a 3 setowe starcia były raczej normą. Dla Rumunki było to 2 decydujące starcie w turnieju wielkoszlemowym - w 2014 roku (również we Francji) przegrała finał z Rosjanką Marią Szarapową. Dla Ostapenko największym osiągnięciem była do tej pory III runda tegorocznego Australian Open! Pierwszy i drugi set wielkiego finału miały niemal identyczny przebieg - najpierw górą była Halep, która 3-krotnie przełamywała rywalkę, o jeden raz więcej niż sama dała się przełamać. W drugiej partii dokładnie to samo zrobiła Ostapenko. O zwycięstwie zadecydował więc trzeci set, w którym Ostapenko znacznie lepiej serwowała, dużo ryzykowała (w sumie 54 niewymuszone błędy w całym meczu) i straciła swoje podanie tylko raz, dlatego to ona ostatecznie cieszyła się z końcowego triumfu. To wielki sukces całego łotewskiego sportu. Dość powiedzieć, że to pierwsze zwycięstwo reprezentanta tego kraju w Wielkim Szlemie. Na dodatek dokonała tego zawodniczka nr 47 światowego rankingu. To naprawdę niesamowita historia, na którą my Polacy możemy patrzeć tylko z zazdrością.


Finał kobiet:

Jelena Ostapenko (LAT)-Simona Halep (ROM) 4:6, 6:4, 6:3





W turnieju mężczyzn nie było może tak wielu niespodzianek, ale z pewnością nie było nudno. Po świetnym początku sezonu i 18-stym wielkoszlemowym zwycięstwie, Szwajcar Roger Federer ogłosił, iż nie wystartuje we French Open, chcąc skupić się na dalszej części sezonu. Zgadzam się z Rogerem w 100% - odpowiednie planowanie kalendarza to klucz do długowieczności legendarnego Szwajcara. Szczerze mówiąc nie mogę się już doczekać jego występu w zbliżającym się Wimbledonie. Dość jednak o Federerze - Hiszpan Rafael Nadal dotarł przecież w Australian Open do finału i był bardzo blisko zwycięstwa nr 15 w Wielkim Szlemie. W Australii się nie powiodło, ale gdzie ma wygrywać popularny "Rafa", jeśli nie w Paryżu. Wystarczy tylko przypomnieć, że na 14 jego wielkoszlemowych zwycięstw, aż 9 odniósł właśnie we French Open (5 pozostałych to AO - 2009, Wimbledon - 2008, 2010 oraz US Open - 2010, 2013). Swojej niemocy nie przełamał natomiast Serb Novak Djoković, który przegrał w ćwierćfinale z Austriakiem Dominiciem Thiemem (6:7, 3:6, 0:6). Niemal dokładnie rok temu Djoković był na szczycie - skompletował swojego karierowego Szlema, a rywali bił jak chciał. Niestety wraz ze zwycięstwem we French Open 2016 zaczęła się czarna passa Serba. Djoković tylko raz był od tamtego czasu w stanie awansować do finału - było to w US Open 2016, gdzie przegrał jednak ze Szwajcarem Stanislasem Wawrinką. To właśnie Wawrinka awansował do tegorocznego finału French Open pokonując po drodze m.in. Chorwata Marina Cilicia (ćwierćfinał) oraz Szkota Andy'ego Murray'a (półfinał). Wygrana nad Murray'em nie przyszła Szwajcarowi łatwo, ponieważ obaj tenisiści zagrali piękny i wyczerpujący 5 setowy pojedynek. Klasą samą dla siebie był "Rafa" Nadal - Hiszpan w drodze do finału nie stracił nawet seta, oszczędzając przy tym niezbędne na ostatni mecz siły. Finał był widowiskiem bardzo jednostronnym - Wawrinka w żadnym momencie spotkania nie był w stanie przeciwstawić się świetnie grającemu Nadalowi. Hiszpan znów nie stracił seta, a w całym turnieju oddał rywalom zaledwie 29 gemów! Jako fan Realu Madryt "Rafa" mógł obwieścić wszem i wobec, że jest autorem historycznej "La Decimy", czyli 10-tego zwycięstwa w turnieju French Open (2005, 2006, 2007, 2008, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014, 2017)! Nikt w historii turniejów wielkoszlemowych nie osiągnął dwucyfrowej liczby zwycięstw w jednym turnieju tej rangi. Paryż po prostu należy do Nadala. Dzięki zwycięstwu we Francji Nadal zaliczył 15-sty triumf w Wielkim Szlemie (awans na 2 miejsce tuż przed Amerykanina Pete'a Samprasa z 14 wygranymi) i z pewnością nie spocznie, póki nie zbliży się do Rogera Federera. Jak widać "dinozaury" tenisa jeszcze nie wyginęły, a ja osobiście mam nadzieję na jeszcze kilka "klasyków" w wykonaniu obu Panów. 


Finał mężczyzn:

Rafael Nadal (ESP)-Stanislas Wawrinka (SUI) 6:2, 6:3, 6:1





01:14, kaspa225 , Tenis
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 czerwca 2017
Giro d'Italia 2017: Historyczny Holender!

Pod koniec maja zakończył się pierwszy tegoroczny wielki tour - Giro d'Italia. Choć przed rozpoczęciem rywalizacji większość ekspertów obstawiała "w ciemno" zwycięstwo Kolumbijczyka Nairo Quintany to małego "psikusa" sprawił wszystkim Holender Tom Dumoulin.

W mojej skromnej opinii prawdziwe ściganie w tegorocznym Giro zaczęło się od 9 etapu (Montenero di Bisaccia - Blockhause). Na 149 kilometrowej trasie najlepiej poradził sobie Quintana, który wygrał etap i jednocześnie został liderem wyścigu. Na 3 miejscu ze stratą 24 sekund do kolarza team'u Movistar zameldował się zawodnik grupy Sunweb - Tom Dumoulin. Holender dzięki bardzo dobremu wynikowi plasował się na 3 miejscu w klasyfikacji generalnej wyścigu. Jako, że Dumoulin jest świetny w jeździe na czas, zaatakował pozycję lidera już na 10 etapie (Foligno - Montefalco). Wygrana w "czasówce" pozwoliła osiągnąć Holendrowi przewagę aż 2 minut i 23 sekund nad Kolumbijczykiem! Od tego momentu rozpoczęła się prawdziwa walka o zniwelowanie strat do lidera wyścigu. Dumoulin bronił się dzielnie, a nawet powiększył nieco przewagę nad najgroźniejszymi rywalami. Niestety na jego nieszczęście na 16 etapie (Rovetta - Bormio) dopadły go problemy żołądkowe. Biegunka pozbawiła go sporej przewagi nad Quintaną (po 16 etapie było to już tylko 31 sekund). Wygrywając 16 etap do walki włączył się Włoch Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida), który awansował na 3 miejsce w klasyfikacji generalnej i tracił do Dumoulina tylko 1 minutę i 12 sekund. Holender bronił się jeszcze przez 2 etapy, ale po odcinku z San Candido do Piancavallo (19 etap) liderem Giro znów został Nairo Quintana z przewagą 38 sekund nad Dumoulinem. O losach wyścigu miały przesądzić jego dwie ostatnie odsłony. Etap 20 padł łupem Francuza Thibaut Pinota (FDJ), który zepchnął Holendra na 4 miejsce w klasyfikacji generalnej Giro. Przed finałową "czasówką" liderem wyścigu był Quintana przed Nibalim, Pinotem oraz Dumoulinem. Strata Holendra do Kolumbijczyka wynosiła 53 sekundy, co jak na umiejętności Holendra w jeździe na czas nie było dużą stratą. Menadżer grupy Movistar wiedział co się święci, ponieważ już przed ostatnim etapem stwierdził, że jego team uzyskał zbyt małą przewagę nad Holendrem. "Czasówka" z Monzy do Mediolanu okazała się prawdziwym popisem kolarza grupy Sunweb - Dumoulin zajął w niej 2 miejsce za rodakiem Josem van Emdenem (LottoNL), ale wyprzedził Quintanę aż o 1 minutę i 24 sekundy, Vincenzo Nibaliego o 54 sekundy, a Thibaut Pinota o 1 minutę i 27 sekund. Tym samym Dumoulin został pierwszym holenderskim triumfatorem Giro! Sukces jest tym większy, że obecna edycja była edycją nr 100 w historii. Warto wspomnieć, że na wysokim 12 miejscu ukończył wyścig Czech Jan Hirt z CCC Sprandi Polkowice, wyrównując osiągnięcie innego kolarza tej polskiej ekipy - Dariusza Baranowskiego z 2003 roku. Podsumowując tegoroczne Giro nie wolno zapomnieć, iż najlepszy w klasyfikacji punktowej okazał się Kolumbijczyk Fernando Gaviria (Quick-Step), najlepszym "góralem" został Hiszpan Mikel Landa (Sky), klasyfikację młodzieżową wygrał Holender Bob Jungels (Quick-Step), a drużynową hiszpański Movistar. Polacy nie odegrali w tym roku we Włoszech większych ról - Michał Kwiatkowski (Sky) oraz Rafał Majka (Bora-Hansgrohe) przygotowują się bowiem do zbliżającego się wielkimi krokami Tour de France. W bardzo dobrej formie zdaje się być Majka, który wygrał ostatnio klasyfikację generalną Tour of Slovenia.


Klasyfikacja końcowa Giro d'Italia:

1. Tom Dumoulin (Holandia/Sunweb) 90:34.54

2. Nairo Quintana (Kolumbia/Movistar) +0.31

3. Vincenzo Nibali (Włochy/Bahrain-Merida) +0.40

 



 

czwartek, 22 czerwca 2017
MŚ w hokeju na lodzie 2017: Szwecja przeszkodziła Kanadzie w dziejowej misji!

Nie było historycznego 27 złotego medalu dla reprezentacji Kanady. Na rozgrywanych w Kolonii (Niemcy) oraz Paryżu (Francja) MŚ w hokeju na lodzie najlepsza okazała się reprezentacja "Trzech Koron".

Kanadyjczycy jechali na MŚ z przekonaniem, że są w stanie wyrównać dotychczasowe osiągnięcie Rosji, czyli zdobyć 27 złoty medal w historii (osiągnięcia "Sbornej" liczy się razem ze spuścizną po ZSRR). W swojej grupie reprezentanci Kanady wygrali 6 spotkań i doznali tylko 1 porażki ze Szwajcarią (2:3 po dogrywce). W fazie pucharowej szło im równie dobrze - wygrali z Niemcami w ćwierćfinale (2:1) oraz z Rosją w półfinale (4:2). Rywalem Kanadyjczyków w wielkim finale okazała się być reprezentacja Szwecji. Podopieczni trenera Rikarda Groenbora w fazie grupowej zanotowali 5 zwycięstw oraz 2 porażki - po dogrywce z Rosją oraz w regulaminowym czasie gry z USA. Szwedzi ostatecznie weszli do fazy pucharowej z 3 miejsca. W ćwierćfinale okazali się lepsi od Szwajcarów (3:1), a w półfinale pokonali Finów, czyli ubiegłorocznych wicemistrzów świata (4:1). Słabo w tegorocznej edycji MŚ spisali się Czesi, którzy odpadli w ćwierćfinale z Rosją (0:3). Niespodziewanie na tej samej fazie swój turniej zakończyła reprezentacja USA. Amerykanie po komplecie wygranych w grupie z pewnością liczyli na więcej. Tym razem na przeszkodzie do walki o wyższe cele stanęła reprezentacja Finlandii (0:2). Półfinałowi przegrani, czyli Rosja oraz Finlandia zmierzyli się w walce o brązowy medal MŚ. Rosjanie, którzy rok temu zajęli właśnie 3 miejsce, wykazali więcej woli walki i ostatecznie pokonali reprezentację "Suomi" w stosunku 5:3. Warto jednak podkreślić, że przy wyniku 4:0 "Sborna" trochę się zdrzemnęła i pozwoliła Finom strzelić 3 bramki. Nerwową sytuację uspokoił jednak Nikita Kuczerow, zdobywając 5 bramkę dla swojego zespołu. Rosjanom należą się słowa pochwały za ten mecz, ponieważ to ich z pewnością bardziej bolała półfinałowa porażka z odwiecznym rywalem z Kanady, a jednak potrafili się zmobilizować na to spotkanie. Finał lepiej rozpoczęli Szwedzi, ale już w drugiej tercji przeważali Kanadyjczycy, którzy w ostatnich latach zdominowali największe hokejowe imprezy. Niespodziewanie to właśnie Szwecja strzeliła bramkę jako pierwsza - w 40 minucie krążek do bramki skierował Victor Hedman (swoją drogą to była bardziej próba dogrania do kolegów niż strzał, ale liczy się przecież to co w "sieci"). Kanadyjczycy wyrównali tuż po rozpoczęciu trzeciej tercji - bramkę dla Kanady zdobył Ryan O'Reilly. W tym miejscu możemy mówić o małym skandalu, ponieważ zakończoną sukcesem akcję poprzedziła bardzo wątpliwa kara dla Szwedów za zbyt wysoko uniesiony kij. Po bramce reprezentantów "Klonowego Liścia" żaden z zespołów nie był już w stanie "ukłuć" przeciwnika. Rozstrzygnięcia nie przyniosła również dogrywka, więc o losach złotego medalu miały zadecydować rzuty karne. Świetnie w tej części gry zaprezentował się bramkarz "Trzech Koron" - Henrik Lunqdvist, który ani razu nie dał się pokonać Kanadyjczykom. Dla Szwedów trafiali za to Nicklas Baeckstroem i Oliver Ekman-Larsson. Dzięki wygranej w finale Szwecja zdobyła swój 10 złoty medal MŚ w historii. Ostatni raz "Trzy Korony" sięgnęły po mistrzostwo świata w 2011 roku.


Mecz o 3 miejsce:

Rosja – Finlandia 5:3 (1:0, 3:1, 1:2)




Finał:

Szwecja-Kanada 2:1 (0:0, 1:0, 0:1, 0:0, 1:0)




00:59, kaspa225 , Hokej
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 czerwca 2017
Odszedł Józef Grudzień [*]

Zmarł Józef Grudzień – jeden z najwybitniejszych polskich bokserów. Mistrz olimpijski z Tokio (1964) oraz wicemistrz z Meksyku (1968), miał 78 lat.

Józef Grudzień urodził się 1 kwietnia 1939 roku w Piasku Wielkim. W trakcie swej kariery reprezentował barwy Pafawagu Wrocław i Legii Warszawa.

Był jednym z najlepszych polskich bokserów lat sześćdziesiątych, startował w wadze lekkiej. Na igrzyskach olimpijskich w Tokio wywalczył złoty medal, pokonując w finale reprezentanta ZSRR Wiliktona Barannikowa. Polacy sięgnęli wówczas po trzy złote medale, gdy w kolejnych finałach triumfowali również Jerzy Kulej (waga lekkopółśrednia) i Marian Kasprzyk (waga półśrednia).

Cztery lata później, na igrzyskach w Meksyku, Grudzień wywalczył srebro. W swej medalowej kolekcji miał również złoty (Rzym 1967) i srebrny (Berlin 1965) medal mistrzostw Europy oraz trzy złote medale mistrzostw Polski (1965, 1967 i 1968). Po zakończeniu sportowej kariery przez pewien czas pracował w roli trenera, później jako technolog, był również działaczem PKOl.

O śmierci słynnego boksera poinformował na Twitterze redaktor Andrzej Kostyra.


źródło: polsatsport.pl



wtorek, 20 czerwca 2017
Euroliga koszykarzy i koszykarek 2017: Fenerbahce o krok od totalnej dominacji, czyli Dynamo Kursk i Żelijko Obradović w akcji.

Za nami rozgrywki koszykarskiej Euroligi. Fenerbahce Stambuł było o krok od podwójnego triumfu zarówno w męskiej, jak i w żeńskiej edycji tych rozgrywek. Na drodze kobiecej ekipy ze Stambułu stanęło jednak rosyjskie Dynamo Kursk. Nie zawiódł za to Żelijko Obradović prowadząc męską drużynę Fenerbahce do historycznego triumfu w Eurolidze.

W męskim Final Four znalazło się miejsce dla ekip Olympiakosu Pireus, Realu Madryt, CSKA Moskwa oraz Fenerbahce Stambuł. Gospodarzem finałowych rozgrywek był Stambuł, co okazało się dużym atutem ekipy Fenerbahce. W półfinałach Olympiakos okazał się lepszy od CSKA (82:78), a Fenerbahce silniejsze od Realu (84:75). Tym samym ekipa z Madrytu musiała pożegnać się z marzeniami o upragnionej "La Decimie", czyli 10-tym triumfie w Eurolidze. Pablo Laso (trener Realu) nie był już w stanie zmotywować swoich zawodników na mecz o 3 miejsce. Real ostatecznie przegrał z CSKA i musiał pogodzić się z 4 miejscem w rozgrywkach. Przewaga ekipy z Moskwy nie podlegała dyskusji w żadnym momencie spotkania (94:70). W wielkim finale naprzeciw siebie stanęły ekipy Fenerbahce Stambuł oraz Olympiakosu Pireus. Za drużyną z Turcji przemawiały nie tylko własna hala, ale i bardzo duży głód sukcesu. Wystarczy przypomnieć, że w sezonie 2014/2015 Fenerbahce zajęło 4 miejsce w Final Four, ale już w ubiegłym sezonie (2015/2016) dotarło do finału i po niezwykle emocjonującym spotkaniu uległo CSKA po dogrywce. Serbski trener Żelijko Obradović zatrudniony w 2013 roku w końcu musiał udowodnić, że zbudowana przez niego drużyna jest w stanie wygrać Euroligę. Fenerbahce od początku meczu konsekwentnie budowało swoją przewagę i nie roztrwoniło jej aż do końca. W ostatecznym rozrachunku Olympiakos był w stanie wygrać tylko drugą kwartę (16:13). Zwycięstwo Fenerbahce jest historycznym triumfem tej ekipy. Pokazuje ono, że konsekwentne budowanie drużyny i cierpliwość w obliczu bolesnych porażek jest w stanie zaprowadzić zespół na szczyt. W dużej mierze to zasługa właśnie Obradovicia dla którego jest to już 9 triumf w Eurolidze! Serb wygrywał euroligowe rozgrywki z Partizanem Belgrad (1 raz), Joventutem Badalona (1 raz), Realem Madryt (1 raz), Panathinaikosem Ateny (5 razy) oraz Fenerbahce Stambuł (1 raz). MVP Final Four wybrano Amerykanina Ekpe Udoha. Gracz Fenerbahce nie był najlepiej punktującym zawodnikiem swojej drużyny, ale wykazał się niezwykłą wszechstronnością i właśnie za to odebrał nagrodę dla najlepszego gracza finałowych rozgrywek (10 punktów, 9 zbiórek, 4 asysty oraz 5 bloków w finale z Olympiakosem). W Eurolidze kobiet do Final Four zakwalifikowały się Fenerbahce Stambuł, Dynamo Kursk, ZVVZ USK Praga oraz UMMC Jekaterynburg. W pierwszym półfinale zespół Fenerbahce okazał się lepszy od Rosjanek z Jekaterynburga (70:61). Drugi półfinał padł łupem zawodniczek Dynama Kursk, które po dogrywce okazało się lepsze od ZVVZ USK Praga (87:80). Mecz o 3 miejsce miał być meczem o pocieszenie kibiców z Jekaterynburga, którzy bardzo liczyli na obronę tytułu przez swój zespół. Zawodniczki UMMC stanęły na wysokości zadania i pokonały drużynę z Pragi (68:63). Już przed wielkim finałem było wiadomo, że po trofeum sięgnie drużyna, która jeszcze nigdy nie wygrała Euroligi. Dynamo Kursk zameldowało się w finale po raz pierwszy w historii, za to dla Fenerbahce Stambuł był to już trzeci taki finał. Po pierwszej kwarcie prowadziły zawodniczki Fenerbahce (18:17), jednak już w kolejnej części meczu przewagę uzyskały podopieczne hiszpańskiego trenera Lucasa Mondelo (wygrana Dynama 27:16). Po trzeciej kwarcie nadal na prowadzeniu znajdowało się Dynamo. Dla losów spotkania decydująca okazała się czwarta kwarta - Fenerbahce zmniejszyło straty do stanu 60:62, ale właśnie wtedy przebudziło się Dynamo i "władowało" rywalkom 15 punktów z rzędu! Po takim ciosie Fenerbahce już się nie podniosło. MVP Final Four został uznana Amerykanka Angel McCoughtry reprezentująca barwy zwycięskiej ekipy. Co ciekawe McCoughtry wcześniej przez kilka lat występowała właśnie w drużynie ze Stambułu.

 

 

Mecz o 3 miejsce:

CSKA Moskwa (RUS)-Real Madryt (ESP) 94:70 (23:10, 22:22, 24:24, 25:14)


Finał:

Fenerbahce Stambuł (TUR)-Olympiakos Pireus (GRE) 80:64 (26:18, 13:16, 21:14, 20:16)

 



Mecz o 3 miejsce:

UMMC Jekaterynburg (RUS)- ZVVZ USK Praga (CZE) 68:63 (18:17, 14:20, 18:14, 18:12)


Finał:

Dynamo Kursk (RUS)- Fenerbahce Stambuł (TUR) 77:63 (17:18, 27:16, 18:21, 15:8)


niedziela, 11 czerwca 2017
Liga Mistrzów siatkarzy i siatkarek 2017: Zenit Kazań potwierdza swoją dominację, a VakifBank Stambuł hegemonię Turczynek.

Sezon klubowy wśród siatkarzy i siatkarek można uznać niemal za zamknięty. Tym razem w Lidze Mistrzów (i w ogóle w europejskich pucharach) zawiodły polskie zespoły. Nie zawiedli za to faworyci - Zenit Kazań znów wygrał rywalizację wśród mężczyzn, a VakifBank Stambuł zapewnił Turcji 5 triumf spośród 7 ostatnich edycji Ligi Mistrzyń!

Tradycyjnie zacznijmy od Ligi Mistrzów siatkarzy - niestety edycja 2016/17 okazała się totalną klapą dla polskich zespołów. Zarówno Asseco Resovia, PGE Skra Bełchatów, jak i ZAKSA Kędzierzyn Koźle odpadły już w 1/6 finału, czyli w pierwszej fazie play-off. Uprzedzając fakty, żaden z naszych zespołów męskich, czy też kobiecych nie awansował w ubiegłym sezonie choćby do półfinałów europejskich pucharów. Odpływ największych gwiazd i wewnętrzne problemy naszych ligowych rozgrywek przekładają się na wyniki polskich klubów w europejskich pucharach, ale obawiam się, że już wkrótce mogą przełożyć się także na wyniki naszych reprezentacji. Wracając jednak do rywalizacji na najwyższym poziomie - do Final Four awansowały zespoły Zenita Kazań, Berlin Recycling Volleys, Sir Sicoma Colussi Perugia oraz Cucine Lube Civitanova. Z bratobójczego włoskiego pojedynku w pierwszym półfinale do wielkiego finału awansowała ekipa Sir Sicoma Colussi Perugia (zwycięstwo w stosunku 3:2). W drugim półfinale drużyna Zenita Kazań okazała znaczną wyższość nad zespołem Berlin Recycling Volleys. Tym samym w meczu o 3 miejsce zmierzyły się ze sobą Cucine Lube Civitanova oraz Berlin Recycling Volleys. Włoska ekipa, pomimo początkowych problemów (wygrana na przewagi 29:27 w I secie oraz porażka 22:25 w drugiej partii) obroniła brązowy medal LM wywalczony przed rokiem (Civitanova wygrała wtedy z Resovią 3:2). W wielkim finale faworytem był oczywiście Zenit Kazań. Rosjanie wygrali dwie poprzednie edycje LM i mieli olbrzymie apetyty na kolejne zwycięstwo. Tak też się stało - samo spotkanie było bardzo jednostronne, a Zenit wręcz zmiażdżył ekipę z Perugii. W składzie Zenita brylował Wilfredo Leon, który w trzeciej partii rozstrzelał zagrywką Włochów (6 punktowych serwisów z rzędu!). MVP turnieju finałowego został jednak Rosjanin Maksim Michajłow (również Zenit). W Lidze Mistrzyń do Final Four znów awansowały dwie tureckie ekipy (5 raz z rzędu!), co tylko świadczy o tym jak mocno europejskie rozgrywki zdominowały zespoły z tego kraju. W półfinale rozgrywek VakifBank Stambuł okazał się lepszy od rywala zza miedzy, czyli Eczacibasi Stambuł (3:0). W drugim półfinale rosyjskie Dinamo Moskwa przegrało z włoskim Imoco Volley Conegliano (1:3). W meczu o 3 miejsce znów dała o sobie znać turecka siła - Eczacibasi Stambuł pewnie pokonało Dinamo Moskwa w stosunku 3:1. Podobnie jak w przypadku finału Ligi Mistrzów, ostatnie starcie Ligi Mistrzyń było bardzo jednostronne - VakifBank Stambuł bardzo pewnie (3:0) wygrał z Imoco Volley Conegliano. W barwach włoskiego zespołu wystąpiła polska rozgrywająca - Katarzyna Skorupa, która kolejny raz musi odłożyć marzenia o złotym medalu LM (w dorobku ma 2 srebrne i 2 brązowe krążki). MVP turnieju finałowego została Chinka Zhu Thing (VakifBank Stambuł).


 

Mecz o 3 miejsce:

Cucine Lube Civitanova (ITA)-Berlin Recycling Volleys (GER) 3:1 (29:27, 22:25, 25:21, 25:21)


Finał:

Zenit Kazań (RUS)–Sir Sicoma Colussi Perugia (ITA) 3:0 (25:15, 25:23, 25:14)




Mecz o 3 miejsce:

Eczacibasi Stambuł (TUR)-Dinamo Moskwa (RUS) 3:1 (25:19, 19:25, 25:23, 25:22)


Finał:

VakifBank Stambuł (TUR)-Imoco Volley Conegliano (ITA) 3:0 (25:19, 25:13, 25:23)


piątek, 09 czerwca 2017
Od GP Słowenii do GP Łotwy 2017: Niezwykle zacięty start sezonu!

Kolejnym wpisem, który chcę nadrobić jest wpis o rozpoczętym pod koniec kwietnia cyklu GP na żużlu. Pierwsze 3 starty sezonu pokazały, że będzie to niezwykle zacięty rok. Na szczęście w rywalizacji bardzo dobrze odnajdują się Polacy.

Tuż przed rozpoczęciem tegorocznego cyklu GP na żużlu wszystkimi kibicami tej dyscypliny sportu wstrząsnęła informacja o wypadku Tomasza Golloba. Sytuacja zdrowotna naszego mistrza świata i multimedalisty indywidualnych MŚ była wręcz dramatyczna. Nadzieja umiera jednak ostatnia i dziś Tomek nie walczy już o życie, lecz o odzyskanie sprawności w nogach. Wszyscy kibice "żużla" na świecie są z Tobą mistrzu, więc nie poddawaj się i walcz o swoje zdrowie! Wracając do sportowej rywalizacji - tegoroczny cykl GP rozpoczął się w słoweńskim Krsko. Tam najlepszy okazał się reprezentant Słowacji - Martin Vaculik. Finał tuż za jego plecami ukończył Szwed Fredrik Lindgren. Obaj zawodnicy w toku rywalizacji uzbierali taki sam dorobek punktowy (16). Gorszy o 3 "oczka" okazał się reprezentant Polski Patryk Dudek, który zajął 3 miejsce w finale. Ubiegłoroczny mistrz świata, czyli Amerykanin Greg Hancock uplasował się na 6 lokacie. Udanie do rywalizacji w GP powrócił Australijczyk Jason Doyle, zajmując miejsce tuż za podium. Pozostali Biało-czerwoni spisali się przeciętnie - Piotr Pawlicki był 10, Bartosz Zmarzlik 11, a Maciej Janowski 12. Dobrą formę w GP Polski rozegranym na Stadionie Narodowym w Warszawie potwierdził Frederik Lindgren. Szwed okazał się najlepszy w wielkim finale i rywalizację zakończył z łącznym dorobkiem 16 "oczek". Drugie miejsce w finale zajął Maciej Janowski, który zrehabilitował się tym samym za słabszy występ w Słowenii (Polak również uzbierał 16 punktów). Skład podium uzupełnił Jason Doyle. Pozostali Biało-czerwoni spisali się nieźle - Bartosz Zmarzlik był 6, Patryk Dudek 7, Piotr Pawlicki 9, a jego brat Przemysław 15. Klasą samą dla siebie Polacy byli w ostatnim dotychczas rozegranym GP - GP Łotwy. Pomimo, iż tor w Daugavpils nie był przygotowany perfekcyjnie, a na dodatek rywalizacji nie ułatwiał padający deszcz to swój koncert dała nasza "husaria"! Polacy w finale zajęli całe podium i powtórzyli wyczyn z 2010 roku, kiedy to w GP Polski w Toruniu 1, 2 i 3 miejsce zajmowali odpowiednio Tomasz Gollob, Rune Holta i Jarosław Hampel. Teraz swoją pierwszą wygraną w GP zaliczył Piotr Pawlicki, który wyprzedził Patryka Dudka oraz Macieja Janowskiego. Tym samym prowadzenie w klasyfikacji generalnej indywidualnych MŚ objął Patryk Dudek! Rywalizacja w kolejnych eliminacjach będzie jednak niezwykle zacięta, ponieważ między liderem, a zajmującym 8 miejsce w "generalce" Brytyjczykiem Tai'em Woffindenem jest zaledwie 8 punktów różnicy. Kolejne GP już w sobotę 10 czerwca na stadionie Marketa w czeskiej Pradze.


Wyniki GP Słowenii:

1. Martin Vaculik (Słowacja) 16 pkt

2. Fredrik Lindgren (Szwecja) 16

3. Patryk Dudek (Polska) 13 

 



 

Wyniki GP Polski:

1. Fredrik Lindgren (Szwecja) 16 pkt

2. Maciej Janowski (Polska) 16

3. Jason Doyle (Australia) 15

 




Wyniki GP Łotwy:

1. Piotr Pawlicki (Polska) 18 pkt

2. Patryk Dudek (Polska) 16

3. Maciej Janowski (Polska) 13

 




 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 100
Zakładki:
Ulubione